Maciej Berek, który był ministrem ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu i przed laty kandydował do Sejmu z list Platformy Obywatelskiej, został wybrany na sędziego Trybunału 4 września tego roku. Jego kandydaturę zgłosili posłowie klubu KO. Wciąż nie złożył przysięgi w obecności prezydenta, gdyż pojawiły się problemy proceduralne - nie wiadomo, czy były minister w ogóle spełnia wymagania, by być sędzią TK.
Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz powiedział, że prezydent odbierze ślubowanie od wybranego przez Sejm na sędziego Trybunału Macieja Berka, gdy ten przedstawi dokumenty potwierdzające, że spełnia wymogi formalne.
W międzyczasie rządzący i sprzyjający im prawnicy zaczęli coraz częściej mówić o możliwości siłowego wejścia do TK. W odpowiedzi na te słowa, Kluby Gazety Polskiej rozstawiły miasteczko namiotowe przed gmachem Trybunału. Nie podoba się to jednak... Maciejowi Berkowi.
"To, co się w tej chwili dzieje przed Trybunałem, to jest siłowe rozwiązanie, to blokowanie przez jakieś nieuprawnione grupy osób przejścia tamtędy. (...) Próby weryfikowania kto wchodzi, to jest siłowe rozwiązanie, to jest totalnie poza prawem i poza porządkiem" - stwierdził Berek.
Do tych słów odniósł się w Telewizji Republika prezes Trybunału Konstytucyjnego. Padła ważna zapowiedź.
- Jeżeli nielegalnie zostanie to zgromadzenie rozwiązane, to ja wpuszczę demonstrantów na teren Trybunału Konstytucyjnego. Z wielką chęcią będę gościł państwa, którzy walczą - głosem, pięknie śpiewają, krzyczą, manifestują - o niezależność Trybunału. To mądrzy polscy patrioci, z wielką chęcią będę ich gościł, jeżeli to zgromadzenie zostanie nielegalnie rozwiązane - zapowiedział Bogdan Święczkowski.