Raport „Polaków portret własny” z 2025 r. Barbary Mróz-Gorgoń, byłej pełnomocnik rządu ds. promocji marki Polski, wywołał krytykę z powodu błędów i ingerencji AI. Autorce zarzucano szerokie wykorzystanie sztucznej inteligencji przy pisaniu raportu. Po wybuchu skandalu Mróz-Gorgoń poinformowała o tym, że składa dymisję ze stanowiska pełnomocnika rządu, a na uczelni poszła na roczny urlop zdrowotny.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie wydała postanowienie o wszczęciu śledztwa w sprawie raportu.
- Śledztwo dotyczy dwóch czynów, które są w stosunku do siebie lustrzanym odbiciem: to znaczy wyłudzenia dotacji oraz przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w związku z rozliczeniem tej dotacji. Postępowanie jest w toku – powiedział prokurator Maciej Młynarczyk.
"Wyborcza" staje w obronie Mróz-Gorgoń. Opozycja reaguje
Tymczasem, w internetowym wydaniu "Gazety Wyborczej" ukazał się artykuł, którego autor Marcin Rybak usiłuje przekonywać, że..."internetowy lincz na profesorce z Wrocławia odniósł skutek".
- Barbary Mróz-Gorgoń już nie ma - mówi ktoś, kto ją dobrze zna. - Niedługo wyrzucą ją z Uniwersytetu Ekonomicznego, a ona jest w takim stanie, że nie ma siły ruszyć się z łóżka, żeby pójść na uczelnianą komisję bronić się przed zarzutami
– czytamy na wyborcza.pl. Również związana z "Wyborczą" Dominika Wielowieyska stwierdziła, że "krytyka pogalopowała za daleko". - Można być krytycznym wobec czyjejś pracy, ale w pewnym momencie warto się zatrzymać - napisała.
Odmienną opinię mają politycy opozycji.
Swoją drogą ciekawe czego Barbara Mróz-Gorgoń tak naprawdę żałuje: tego, co zrobiła? czy tego, że dała się złapać? Osobiście nie wiem… choć się domyślam
– komentuje poseł Paweł Jabłoński (Rozwój Plus).
Dr nauk prawnych Piotr Kusznieruk komentuje z kolei, że to nie był żaden „lincz”, tylko zderzenie wysokiego mniemania o własnych kompetencjach z rzeczywistością.
- Kto świadomie zabiega o stanowiska, wpływy i publiczną rozpoznawalność, musi liczyć się z publiczną oceną. Krytyka nie jest hejtem, a porażka nie jest przemocą. Państwo nie może być funduszem kompensacyjnym dla urażonego ego partyjnych nominatów. Chcesz stanowisk, wpływów i splendoru? Musisz też ponosić polityczny koszt własnej niekompetencji - wskazał.
To nie był żaden „lincz”, tylko zderzenie wysokiego mniemania o własnych kompetencjach z rzeczywistością.
— Piotr Kusznieruk (@PiotrKusznieruk) September 12, 2026
Kto świadomie zabiega o stanowiska, wpływy i publiczną rozpoznawalność, musi liczyć się z publiczną oceną. Krytyka nie jest hejtem, a porażka nie jest przemocą.
Państwo nie… pic.twitter.com/c6lR9ni8jE