Na Konferencji Przewodniczących PE usiłowano przeforsować pomysł, by wybór szefa KE nastąpił wyłącznie wśród tych, którzy biorą udział w rywalizacji tzw. spitzenkandidaten, czyli „kandydatów wiodących”. Już po paru godzinach Rada Europejska w praktyce odrzuciła ten postulat, a Grupa Wyszehradzka wręcz zgłosiła własnego kandydata – słowackiego komisarza, socjalistę Marosza Szefczovicza. Jedno jest pewne: po 2,5 roku kadencji Jerzego Buzka i 5 latach rządów Donalda Tuska Polska nie ma żadnych szans na jedno z ważniejszych unijnych stanowisk. Potrzebne jest jednak zawieranie sojuszy celowych. I to robimy, dogadując się z różnymi państwami mimo różnic politycznych i ideowych, np. w sprawie budżetu UE.