– Nie ma żadnych rozmów i nie planujemy żadnych rozmów o połączeniu naszych środowisk. Wczorajsza wieczorna wiadomość pani Pełczyńskiej nic w tym zakresie nie zmieniła. My jesteśmy w klubie parlamentarnym Centrum i zamierzamy w nim pozostać – zapowiedziała w piątek na konferencji prasowej liderka Unii Centrum i minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska.
Odejście po głosowaniu w Sejmie
Pełczyńska-Nałęcz ogłosiła w czwartek wieczorem na platformie X, że odchodzi z rządu. Decyzję podjęła po głosowaniu nad zgłoszonym przez PSL zniesieniem dwukadencyjności w samorządach. Sejm propozycji nie uchwalił, ale za zniesieniem limitu kadencji opowiedziało się wielu posłów koalicji, w tym sześciu posłów Polski 2050, a trzech kolejnych wstrzymało się od głosu.
„Koalicja, w tym niestety znaczna część posłów Polski 2050, stanęła przeciw ludziom, a za politykierskimi układami. To nie pierwsza taka decyzja koalicji, ale fundamentalnie ważna” – napisała. Dodała, że odchodzi z rządu Donalda Tuska, bo „wartości są dla niej ważniejsze niż stołki”.
„Nieodpowiedzialne i niepoważne”
Hennig-Kloska nie kryła, że sposób, w jaki była partyjna koleżanka ogłosiła swoją decyzję, uważa za „nieodpowiedzialny i niepoważny”. I nie omieszkała przypomnieć, że jej obóz od dawna przestrzegał przed współpracą z Pełczyńską-Nałęcz.
Mieliśmy rację, mówiąc, że kolejne miesiące spędzone we współpracy z panią przewodniczącą Pełczyńską-Nałęcz po prostu nie mają sensu
– stwierdziła.
– Jesteśmy naprawdę bardzo szczęśliwi, że porzuciliśmy środowisko pełne sporów, konfliktów, kłótni – dodała. Przyznała jednak, że nie tylko Pełczyńska-Nałęcz odpowiada za podziały, choć jej styl kierowania partią w pierwszych dniach miał według niej „istotne i kluczowe znaczenie”. Różnice, jak mówiła, były głębsze i dotyczyły także wielu kwestii programowych.
Kulisy: plan wyjścia z koalicji?
Najmocniejsze słowa padły, gdy Hennig-Kloska odniosła się do przeszłości. Jak twierdzi, nie jest zdziwiona odejściem Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu, bo ta jeszcze przed rozpadem Polski 2050 miała namawiać polityków ugrupowania do opuszczenia koalicji 13 grudnia przed kampanią wyborczą.
Już wtedy kładła na stole scenariusze, w których proponowała, że jeśli nie będzie odpowiedniego poparcia dla Polski 2050 w sondażach, to trzeba będzie opuścić rząd, żeby być taką koncesjonowaną opozycją i na tym budować poparcie w czasie kampanii wyborczej. Myśmy nigdy takich scenariuszy nie dopuszczali
– mówiła.
Liderka Centrum podkreśliła z przekąsem, że cieszy się, iż druga część dawnego wspólnego środowiska również nie poszła tą drogą. – Pani minister, jak widać, nie znalazła nikogo, kogo by namówiła do takiej postawy – zrobiła to sama. Dokładnie tak traktuję ten wczorajszy tweet. Strzeliła focha i postanowiła opuścić koalicję sama – oceniła.
„Ciocia Kasia” i „autorytaryzm w czystej postaci”
Jeszcze ostrzej wypowiedziała się posłanka Żaneta Cwalina-Śliwowska. „Pokłóciła wszystkich, rozmontowała własną organizację, ostro krytykowała rząd, który współtworzyła, a na koniec obraziła się i sobie poszła. Autorytaryzm w czystej postaci” – napisała.
Posłanka zarzuciła byłej liderce brak dialogu i narzucanie własnego zdania. „Albo podporządkowanie, albo eliminacja. Żeby pracować w zespole, przede wszystkim trzeba umieć słuchać, mieć minimum empatii – u cioci Kasi tego nie ma” – oceniła. Przypomniała też, że jej rozmowa z Pełczyńską-Nałęcz, która miała ją zachęcić do współpracy, tylko utwierdziła ją w przekonaniu, że na wspólną pracę nie ma co liczyć.
Centrum chce resortu, ale „nie będzie chwiać koalicją”
Po odejściu Pełczyńskiej-Nałęcz zwolniło się stanowisko ministra funduszy i polityki regionalnej. Hennig-Kloska zadeklarowała, że Centrum jest gotowe przedstawić dobre kandydatury, ale zastrzegła, że jej ugrupowanie „nie będzie chwiać koalicją z uwagi na jedno stanowisko w rządzie”.
– Nie mamy i nie mieliśmy nigdy takiego stylu i podejścia do polityki. Nasza reprezentacja w rządzie stopniowo się powiększa, mimo że nigdy nie trzaskaliśmy drzwiami i nie szantażowaliśmy pana premiera. Ja wolę dialog, rozmowę i negocjacje – powiedziała, wyraźnie odróżniając swój styl od stylu byłej rywalki.
Zapewniła też, że Centrum „jest i będzie stabilnym filarem” koalicji, a decyzja Pełczyńskiej-Nałęcz nie wpłynie na jej przyszłość. – Wszystko wskazuje na to, że jest to jej indywidualna decyzja, niemająca większego znaczenia dla naszej koalicji – oceniła.
Byłym partyjnym kolegom dała jeszcze jedną radę: – Mam wrażenie, że nasi przyjaciele z Polski 2050 muszą się trochę na nowo pozbierać, zastanowić się, gdzie są i dokąd zmierzają.
Od wspólnej partii do... dwóch klubów
Konflikt ma swoje źródło w wyborach na przewodniczącego Polski 2050 na początku roku. Pełczyńska-Nałęcz pokonała w nich Hennig-Kloskę. Założyciel partii Szymon Hołownia, w latach 2023–2025 marszałek Sejmu, a obecnie wicemarszałek, nie startował. W lutym doszło do rozłamu. W klubie Polska 2050, którym kieruje obecnie Hołownia, zostało 15 posłów. Drugie 15 osób odeszło i utworzyło klub Centrum. Powstała też partia Unia Centrum z Hennig-Kloską na czele.
Dziś, po odejściu Pełczyńskiej-Nałęcz, Polska 2050 wraca w ręce Hołowni. Ale jedno jest pewne: na powrót do wspólnego domu z dawnymi kolegami z Centrum na razie nie ma co liczyć.