Minister funduszy i polityki regionalnej oraz liderka Polski 2050 ogłosiła w czwartek na platformie X, że odchodzi z rządu Donalda Tuska. Zapowiedziała też, że pozostawia partię w rękach jej założyciela, Szymona Hołowni. O decyzji nie uprzedziła ani premiera, ani własnych posłów – wszyscy dowiedzieli się o niej z mediów społecznościowych.
Zapalnikiem okazało się czwartkowe głosowanie w Sejmie. Posłowie odrzucili nowelizację Kodeksu wyborczego znoszącą dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, o którą zabiegało PSL. Pełczyńska-Nałęcz, zwolenniczka utrzymania limitu kadencji, nie świętowała jednak zwycięstwa. Przeciwnie – uderzyła w koalicjantów, pisząc, że dwukadencyjność przetrwała „pomimo głosów Koalicji 15 X”.
Dostało się także jej własnemu klubowi, który w tej sprawie był rozbity: sześciu posłów Polski 2050 poparło zniesienie dwukadencyjności, trzech było przeciw, a trzech wstrzymało się od głosu. „Niestety znaczna część posłów Polski 2050 stanęła przeciw ludziom, a za politykierskimi układami. To nie pierwsza taka decyzja koalicji, ale fundamentalnie ważna. Odchodzę z rządu Donalda Tuska, bo wartości są dla mnie ważniejsze niż stołki” – napisała.
KO: „Trudna we współpracy”
Odpowiedź koalicjantów była szybka i ostra. Szef klubu KO Zbigniew Konwiński nie miał wątpliwości, że odchodząca minister była trudna we współpracy. – Złożyła rezygnację w taki sposób, w jaki złożyła. Wydaje mi się, że przede wszystkim nieelegancko wobec własnego środowiska politycznego, które dowiedziało się z mediów społecznościowych, i też wobec samego premiera, którego należało poinformować wcześniej – mówił w piątek.
Podobnie ocenił ją jej dotychczasowy zastępca w ministerstwie, Jacek Karnowski z KO. Przypomniał, że sam premier nazwał współpracę z nią „nie najłatwiejszą”. – Na pewno są osoby w tym rządzie, z którymi współpraca jest dużo łatwiejsza – stwierdził, choć przyznał, że sukcesem resortu było wdrożenie KPO.
Karnowski wskazał też, że Pełczyńska-Nałęcz straciła kontrolę nad własną partią. – Najpierw odeszła połowa partii z minister Pauliną Hennig-Kloską. A potem ci ludzie zaczęli kontestować wpis pani minister o samorządowcach, którym obraziła bardzo wielu wójtów, burmistrzów, prezydentów – mówił.
Nawet w jej własnym ugrupowaniu nie ma jasności, co właściwie się stało. Posłowie Polski 2050 byli decyzją liderki zaskoczeni. Szymon Hołownia, szef klubu partii, przekazał w piątek rano, że Pełczyńska-Nałęcz formalnie nie złożyła jeszcze rezygnacji z funkcji przewodniczącej partii, a z tego, co wie, również ze stanowiska minister.
Lewica: „Wbijała kij w szprychy”
Jeszcze dalej poszedł poseł Lewicy Tomasz Trela, który zarzucił jej brak klasy. – Jak się rezygnuje, to warto byłoby chociaż z premierem w cztery oczy porozmawiać i uprzedzić szefa rządu. A po drugie: pani minister, dlaczego tak późno? – pytał.
Trela nie ukrywał, że w koalicji mało kto będzie za nią tęsknił. Jego zdaniem wielokrotnie „wbijała kij w szprychy koalicji i wielokrotnie się wymądrzała”. – W końcu pani odeszła. Dobrze, dla koalicji dobrze. Jesteśmy rok przed wyborami. Potrzebujemy spójności, potrzebujemy dobrze naoliwionej maszyny rządowo-parlamentarnej, która jedzie w jednym kierunku. A mam wrażenie, że pani Pełczyńska-Nałęcz często ten kierunek zmieniała – ocenił.
PSL: „Szkoda Kasi”
Ludowcy, z którymi Pełczyńska-Nałęcz starła się o dwukadencyjność, także nie kryli satysfakcji. Poseł PSL Marek Sawicki skwitował jej odejście ironicznym „szkoda Kasi” i ocenił, że była jedną z najgorszych ministrów w rządzie.
Spekulował też, że resortu funduszy może w ogóle nie dostać nikt nowy, bo przejmie go Andrzej Domański, który według zapowiedzi premiera ma zostać wicepremierem. – Być może premier już wcześniej to z panią Pełczyńską uzgodnił, ale ogłoszenie nastąpiło w tym momencie – sugerował.
Opozycja: „Łączą ich tylko stołki”
Rok przed wyborami koalicja miała pokazywać jedność. Zamiast tego pokazuje, jak trudno jej mówić jednym głosem.
Spór w koalicji z satysfakcją obserwuje opozycja. Poseł PiS Andrzej Śliwka docenił, że Pełczyńska-Nałęcz „czasem powiedziała prawdę o swoim szefie, Donaldzie Tusku”, ale nie uznał jej za dobrą minister, bo i tak realizowała agendę rządu, a Polska 2050 popierała „wszystkie fatalne inicjatywy rządu”.
Jego zdaniem obóz władzy „scalają obecnie już tylko stołki i strach przed tym, że ktoś zweryfikuje to, co zrobili przez ostatnie trzy lata”.