Jak wskazuje Prokuratura Krajowa sprawa Krzysztofa Matyjaszczyka - prezydenta Częstochowy, ma związek z wielowątkowym śledztwem dotyczącym przestępstw o charakterze korupcyjnym. Prokurator przedstawił Krzysztofowi Matyjaszczykowi dwa zarzuty.
Pierwszy dotyczy przyjęcia w latach 2018-2022, korzyści majątkowej - gotówki w wysokości co najmniej 40 tys. zł. W zamian, za to miały być wprowadzone zmiany w budżecie miasta pozwalające na realizację zamówienia publicznego z korzyścią dla ustalonego przedsiębiorcy.
Drugi zarzut związany jest z przyjmowaniem, przynajmniej w latach 2020 - 2025, korzyści majątkowych - od wielu osób - w łącznej kwocie nie mniejszej niż 129 tys. zł. Aktualnie w sprawie występuje 18 podejrzanych, którym łącznie przedstawiono 34 zarzuty dotyczące przyjmowania i udzielania korzyści majątkowych osobom pełniącym funkcje publiczne oraz prania pieniędzy pochodzących z przestępstwa.
- Tak, zajmujemy się tą sprawą
- ucina krótko w rozmowie z nami prokurator Michał Binkiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Katowicach.
Prezydent Matyjaszczyk (zgodził się na podawanie nazwiska) konsekwentnie twierdzi, że jest niewinny. Z dokumentów, które ujawnił w mediach społecznościowych wynika, że zarzuty przyjmowania łapówek mogą być oparte na pomówieniu.
"To było zaskakujące"
Już w kwietniu br. częstochowski klub radnych PiS przygotował projekt uchwały, by to z inicjatywy rady odwołać prezydenta. Uchwała nie znalazła jednak większości. W czerwcu br. na sesji absolutoryjnej, Rada Miasta udzieliła absolutorium i wotum zaufania, głosami radnych Koalicji Obywatelskiej i Lewicy. Radni Prawa i Sprawiedliwości byli przeciw.
- W sytuacji, gdy prezydent nie miał wstępu na sesję Rady Miasta, bo miał zakaz i gdy jeden z zarzutów korupcyjnych dotyczył czynności realizowanych również w roku 2025, to zaskakujące. Radni udzielają prezydentowi absolutorium i wotum zaufania - i mówi się, że nic złego się nie działo z budżetem. Mimo że prokurator stwierdził, że "był kombinowany". Radni udzielili absolutorium. To jest m.in. przyczynkiem do próby odwołania teraz Rady Miasta
- stwierdza w rozmowie z nami radny Paweł Ruksza.
"Referendum jest elementem lokalnej demokracji"
25 października br. w Częstochowie głosowanie w sprawie prezydenta i Rady Miasta będzie rozliczane niezależnie. Oznacza to, że mieszkańcy mogą opowiedzieć się za odwołaniem jednego organu, a jednocześnie sprzeciwić się odwołaniu drugiego. Aby referendum w sprawie odwołania prezydenta było ważne, musi w nim uczestniczyć co najmniej 46.625 osób. W przypadku głosowania dotyczącego Rady Miasta próg wynosi 48.754 uczestników.
- Referendum jest elementem lokalnej demokracji. W Częstochowie powstał komitet referendalny, który zebrał wymaganą w procedurze liczbę podpisów pod wnioskiem o referendum. Teraz to do ogółu mieszkanek i mieszkańców miasta należeć będzie ocena zasadności inicjatywy ewentualnej zmiany organu wykonawczego oraz uchwałodawczego samorządu
- przekazuje Niezalezna.pl Włodzimierz Tutaj, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Częstochowy.
"Referendum jest przeciwko korupcji"
Referendum w Częstochowie w 2026 roku inicjuje i przeprowadza komitet obywatelski „Czas na referendum. Częstochowa 2026”, na czele którego stoi społecznik Marcin Nocoń. Poparło go Prawo i Sprawiedliwość. Paweł Ruksza, przewodniczący klubu PiS w Radzie Miasta w Częstochowie, dla Niezalezna.pl:
- Referendum jest przeciwko korupcji. Prezydenta Matyjaszczyka zatrzymało Centralne Biuro Antykorupcyjne, a prokurator postawił mu zarzuty, w związku z którymi nie może wykonywać swojej funkcji. Ma zakaz wstępu do Urzędu Miasta od pół roku. Także osoby, które z nim współpracują mają zarzuty korupcyjne; były wiceprezydent i były wicemarszałek województwa śląskiego, jego partnerka; przewodniczący Rady Miasta... To osoby związane z Koalicją Obywatelską. A z ugrupowania samego prezydenta Matyjaszczyka, z Lewicy, zarzuty mają m.in. szef klubu radnych w Radzie Miasta i partnerka sprawującego obecnie funkcję wiceprezydenta, szefa Lewicy w Częstochowie.
"Kolesiostwo"
Paweł Ruksza wskazuje też na bulwersującą karuzelę stanowisk w Częstochowie. "Kolesiostwo".
- To wygląda tak, dzisiaj jestem prezesem w tej spółce miejskiej, a pojutrze w innej. Np., jeżeli wiceprezydent był zagrożony wyprowadzeniem w kajdankach z urzędu, przeszedł do spółki "Wodociągi", bo tam jest, to już mniej widowiskowe - dodaje radny Paweł Ruksza. -A dopóki miała zarząd merytoryczny przynosiła zysk. W momencie - w którym wymieniono część członków zarządu i wprowadzono nowe, polityczne zarządzanie, nagle zaczęła przynosić straty. Tak działać samorząd nie może i przeciwko temu też jest to referendum. W ogóle miasto jest źle zarządzane. Mamy ponad miliard złotych długu, przy dwumiliardowym budżecie. 2 miliardy 400 mln zł mamy budżet, a miliard 100 milionów zł wyniesie na koniec 2026 r. - dług. Podchodzimy pod próg 50 proc., jeszcze go nie mamy, ale podchodzimy. Z drugiej strony nie ma żadnych inwestycji na dużą skalę, którymi można byłoby uzasadnić tak wielkie zadłużenie. Przejadamy pieniądze
- mówi.
"Ludziki za 100 tys. zł"
Nic dziwnego, że występuje ogromna depopulacja miasta, jest silniejsza niż w innych częściach Polski. Inwestycje są na bardzo niskim poziomie od 8 do 12 proc., wielkości budżetu w ciągu ostatnich lat.
Podczas, gdy inne miasta o podobnym budżecie liczbie mieszkańców, ok. 200 tys. jak Częstochowa, mają odsetek inwestycji od 15 do 30 proc. Są też nietrafione i źle wykonywane. Np. kupno 40 autobusów hybrydowych, które zaczęły się palić i nawet nie wyjechały na ulice. Dalej kupno metalowych ludzików odblaskowych do zamontowania przy przejściach dla pieszych. Za jedną sztukę miasto zapłaciło 10 tys. zł. Kupiono ich 10... I jeszcze remont drogi DK1, dawnej "gierkówki", która łączy północ Polski z południem. Na początku miał kosztować 170 mln zł, skończyło się na 400 mln...
Kolejna rzecz, za ok. 40 mln zł, ma być przebudowany Plac Biegańskiego, centrum Częstochowy. Powstanie tu punkt gastronomiczny praktycznie dla jednego podmiotu.
"Aleja gwiazd"
Społecznicy przygotowali niedawno w Alejach Najświętszej Marii Panny wystawę z kartonowymi figurami prezydenta Matyjaszczyka i jego współpracowników. To "Aleja gwiazd", gdzie zostały ustawione podobizny wiceprezydentów, prezesów spółek, działaczy układu władzy. Pokazano ich zarobki z oświadczeń majątkowych. Prezesi spółek, wiceprezydenci zarobili od 400 do 600 tys. zł w ciągu roku, co miesięcznie daje 40-50 tys. Stawki przewyższają zarobki premiera i prezydenta RP...