W środę wieczorem kilkaset osób protestowało przed Sejmem przeciwko przyjęciu przez Izbę noweli tzw. ustawy medialnej. Gdy poseł Sośnierz wyszedł z terenu Sejmu, grupa osób zaczęła go otaczać, wykrzykując "wyp...laj, wyp...laj". Przyznał, że był popychany i kopany. Ostatecznie opuścił ten teren w asyście policji.
Gramatyka był wśród manifestujących wtedy przed Sejmem, jednak nie był świadkiem ataku na Sośnierza. Zapewnił, że gdyby to widział, to stanąłby w jego obronie, tak jak to zrobiła posłanka Urszula Zielińska (KO, Partia Zieloni). "Gdybym był świadkiem takiej sytuacji, to sam też bym go osłonił, żeby stanąć w kontrze do przejawów agresji; bo gdy takie sytuacje wymykają się spod kontroli, to zawsze kończą się tragicznie" - zaznaczył.
Poseł przyznał, że są mu obce poglądy Konfederacji i samego D. Sośnierza, którego zna osobiście, bo obaj są z tego samego okręgu wyborczego.
"Jego poglądy w wielu przypadkach budzą mój głęboki sprzeciw, ale możemy na ten temat rozmawiać, możemy się spierać, możemy się przekonywać. Natomiast nie wolno nam reagować agresją. Nie ma na nią miejsca w nowoczesnym, praworządnym społeczeństwie"
- przekonywał.
Pytany, czy wyobraża sobie skuteczne mobilizowanie wyborców przez poszczególne partii, bez wpływania na emocje polityczne elektoratu, często z wykorzystaniem niemal wojennej retoryki, polityk zauważył, że "wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to, jak będzie wyglądała debata publiczna w naszym kraju, czy to w parlamencie, czy na ulicach".
"Społeczeństwo ma prawo protestować, ma prawo demonstrować swoje zdanie, ale wszystkim nam powinno zależeć na tym, żeby to zawsze były demonstracje pokojowe"
- podkreślił.
Dopytywany jednak, czy Polska 2050 byłaby skłonna podpisać się pod apelami o potępienie takich aktów agresji, jak wobec D. Sośnierza, zaprzeczył.
"Nie mam ochoty nikogo potępiać. To nie jest język, który uprawiam. Mam ochotę ludzi przekonywać i uważam, że wszyscy powinniśmy przekonywać siebie nawzajem do tego, żeby zachować jakość debaty publicznej, niezależnie od tego, czy ona odbywa się w Sejmie, czy na ulicy"
- stwierdził.