Podczas „campusu” Rafała Trzaskowskiego Donald Tusk zadeklarował, że Platforma zrealizuje postulat środowisk lewicowych dotyczący możliwości przeprowadzania aborcji na życzenie do 12 tygodnia ciąży, a ci z polityków tej partii, którzy będą prezentowali odmienne poglądy, nie będą umieszczani na listach wyborczych.
Część polityków o poglądach konserwatywnych wyraziła zaniepokojenie. Pytani jednak o słowa Tuska unikali jednoznacznej odpowiedzi.
Dziś w programie "Onet Rano" swoją opinię na temat deklaracji lidera PO wyraził były prezydent z ramienia Platformy, Bronisław Komorowski.
- Odbieram wypowiedź Donalda Tuska jako odejście, czy zamysł odejścia od tego, co jednak Platformę czyniło wielką swego czasu, kiedy miała, także i za moją przyczyną, ten kształt partii konserwatywno-liberalnej. Chodzi mi o tolerancję i szacunek dla różnorodności światopoglądowej. Zapowiedź tego, że się kogoś nie wpuści na listy wyborcze, nie wiem jak to się ma w ogóle do regulaminu, statutu Platformy, ale samo w sobie brzmi niepokojąco, jako w zasadzie złamanie zasady, że w kwestiach światopoglądowych jest tolerancja, w jedną i w drugą stronę, dla ludzi wierzących i dla ludzi niewierzących
- powiedział Komorowski.
Zdaniem byłego prezydenta, celem jest doprowadzenie do "jak najgłębszej polaryzacji" i jego zdaniem polityczne obawy powinna mieć Lewica.
– Oczywistą kwestią jest to, że w kręgach wyborców bardziej umiarkowanie konserwatywnych, takich centroprawicowych, taka postawa Donalda Tuska nie przysporzy mu szans, wręcz odwrotnie, te szanse zabierze. Ale wydaje mi się, że Donald Tusk po prostu dokonał wyboru: przeczytał sondaże, jest wystarczająca ilość, jest wystarczający procent ludzi, którzy opowiadają się za liberalizacją prawa aborcyjnego i za innymi kwestiami, które stawiała do niedawna jeszcze głównie Lewica i postanowił tak wajchę polityczną w tę stronę przestawić
– kontynuował.