Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Najmniej udany trybun ludowy III RP. Jego polityczna kariera się kończy

Michał Kołodziejczak to jedna z najbardziej podejrzanych postaci polskiego życia publicznego. Przez lata manipulował opinią publiczną i oszukiwał współpracowników. Miał też twarz prorosyjskiego prowokatora, który w czasie wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie próbował destabilizować sytuację w Polsce. Dziś jednak jego polityczna kariera się kończy, po tym jak wyszło na jaw, że ma problemy z zażywaniem narkotyków, stosuje przemoc wobec kobiet i wykorzystywał swoją pozycję. Z przyjaciół został mu jedynie kontrowersyjny detektyw Krzysztof Rutkowski.

Michał Kołodziejczak do polityki wszedł w 2014 roku. Wtedy w rolników w Polsce uderzyło embargo ze strony Rosji. Jako działacz związkowy domagał się wznowienia handlu. Zachowało się też to w stenogramach sejmowej komisji rolnictwa. „Drży mi teraz głos, ale mam przed oczami Rosjan, z którymi moja rodzina handlowała od bardzo dawna. My wspólnie z nimi potrafiliśmy budować ten kraj, budować naszą gospodarkę. Pan dzisiaj w Telewizji Polskiej mówi o dziwnych wpływach rosyjskich? O czym pan mówi?” – pytał Kołodziejczak. Od początku działalności specjalizował się też w propagandzie antyukraińskiej. To zostało jego specjalnością do dzisiaj.

Polityczna wycieczka i finał u Tuska

Kołodziejczaka intensywnie promowały prorosyjskie portale, m.in. wRealu24 Marcina Roli. Wielokrotnie stawał się też bohaterem rosyjskiej i białoruskiej propagandy. Jego działania rezonowały w mediach reżimów. Nieraz pisaliśmy o tym na łamach „Gazety Polskiej”. Co ciekawe, nie byliśmy jedyni. Do podobnych wniosków dochodzili również analitycy z drugiej strony sceny politycznej. „Michał Kołodziejczak zawsze może liczyć na wsparcie białoruskich i kremlowskich mediów” – pisał swego czasu Tomasz Piątek. Liderowi AgroUnii wyciągano zdjęcia z konwencji jego formacji, na których pojawiał się m.in. w towarzystwie korespondenta Sputnika. Oczywiście Kołodziejczak ma też duże doświadczenie w działaniu na rzecz rosyjskiej propagandy. Najbardziej jaskrawym przykładem było nakręcanie bańki spekulacyjnej w handlu paliwem tuż po wybuchu wojny. Na stacji niedaleko swojego domu Kołodziejczak pokazywał cenę benzyny po 10 zł i straszył wizją podwyżki do 15 zł. Tuż przed wybuchem wojny ze swoimi ludźmi blokował też główne polskie arterie.

Ten moment, tuż po 24 lutego 2022 roku, kosztował jednak Kołodziejczaka wiele. Wydaje się, że na stałe – w różnych środowiskach – przylgnęła do niego łatka działacza prorosyjskiego. Jego organizacja osłabła. W 2023 roku stała się faktycznie martwa. Z nagrań, które „Gazeta Polska” ujawniła w 2024 roku, jednoznacznie wynika, że AgroUnia nie miała pieniędzy na zrobienie jednej konwencji, a co dopiero na kampanię wyborczą. Nie była też sama w stanie stworzyć list i zebrać podpisów poparcia. Wtedy Kołodziejczak zaczął szukać sojuszników. Najpierw poszedł do Magdaleny Sroki i Porozumienia. Później rozmawiał z Trzecią Drogą. Zajrzał też do Lewicy. Wstępny sojusz zawarł z Markiem Materkiem. Rozmawiał ze środowiskiem Telewizji Narodowej, a nawet Marianną Schreiber. Ostatecznie pomocną dłoń wyciągnął do niego niespodziewanie… Donald Tusk. 

Patron Kołodziejczaka

To właśnie obecny premier stoi w ostatnim czasie za karierą polityczną Michała Kołodziejczaka. Lider KO wystawił go jako numer jeden na liście wyborczej w Koninie. Po krótkiej kampanii działacz rolniczy, który nie miał żadnych szans na samodzielny start, oczywiście uzyskał mandat. Był on intensywnie promowany przez media mainstreamowe. Kołodziejczak był jednym z niewielu polityków, którzy przemawiali ze sceny podczas „Marszu miliona serc”. Wówczas tłum podgrzewali m.in. Rafał Trzaskowski, Włodzimierz Czarzasty, Robert Biedroń i Jerzy Owsiak. Głównym prowadzącym to wydarzenie był jednak premier Donald Tusk. To on również mianował Kołodziejczaka wiceministrem. W 2024 roku mówił, że była to jego osobista decyzja. „Kiedy sugerowałem, że Michał Kołodziejczak powinien zająć się w randze wiceministra sprawami polskich rolników, nie wszyscy byli szczęśliwi w tej mojej koalicji z tego powodu. Mogę wam powiedzieć naprawdę, bez słowa przesady, macie Kołodziejczaka i nie wahajcie się go użyć. To jest wasza broń, nie moja” – mówił Donald Tusk. Dziś premier udaje, że Michała Kołodziejczaka nie zna. Przez pierwszy tydzień po wybuchu afery z udziałem Kołodziejczaka w ogóle nie odniósł się do sprawy. Próbował ją przemilczeć również medialny mainstream. To o tyle ciekawe, że stacja TVN była głównym przekaźnikiem pomysłów Kołodziejczaka, a jej dziennikarze często pojawiali się jako jedyni na konferencjach działacza AgroUnii. 

Ćpun i kobieciarz 

Afera narkotykowa w szeregach Koalicji Obywatelskiej rozpoczęła się od materiału na Kanale Zero. Składa się on z dwóch rozmów. Mimo że osoby zostały zanonimizowane, to łatwo się domyślić, że jednym z rozmówców jest najbliższa współpracowniczka Kołodziejczaka z AgroUnii. Z jej wypowiedzi wyłania się obraz przemocowego lidera, który traktuje pracowników jak niewolników, regularnie ich poniżając i niszcząc. Potrafił on m.in. rzucać przedmiotami w kobietę, a także grozić jej nożem. Inny współpracownik Kołodziejczaka miał z kolei grozić kobiecie, że ją zabije i wypatroszy. „To była przemoc fizyczna, psychiczna, ekonomiczna na wielu poziomach” – mówi rozmówczyni. Dodaje, że widziała, jak zażywał narkotyki, co miało przyczynić się do decyzji o opuszczeniu szeregów AgroUnii.

Relację o narkotykach i przemocy uzupełnia druga kobieta. 24-latka wdała się w romans z 38-letnim wówczas Kołodziejczakiem. Kobieta twierdzi w wywiadzie dla Kanału Zero, że polityk nie tylko zażywał narkotyki, lecz także namawiał ją do ich zażywania, a nawet podawał je jej bez zgody. Dodatkowo uzupełnia relację o agresji polityka. Podczas jednego ze spotkań miał jej rozbić głowę i następnie zasnąć na prześcieradle w jej krwi. Kanał Zero wypuścił również nagranie z rozmowy drugiej kobiety z Michałem Kołodziejczakiem. Na nim polityk mówi o narkotykach i oferuje pieniądze. Relacje o narkotykach potwierdzają dwie inne kobiety. W reakcji na materiał Kanału Zero Michał Kołodziejczak, prowadzony przez detektywa Krzysztofa Rutkowskiego, złożył zawiadomienie do ABW. Twierdzi, że był szantażowany przez kobiety. Uważa, że nie może się wypowiadać, bo trwa postępowanie. To kolejny raz, gdy używa służb specjalnych w celach propagandowych. W przeszłości sam na siebie doniósł do ABW, aby sprawdzono go pod kątem działania na rzecz Rosji. Był to jego koronny argument za tym, że nie jest agentem. 

Cały artykuł przeczytacie w tygodniku "Gazeta Polska". Nowy numer, w którym przeczytacie także wiele innych ciekawych artykułów, felietonów czy opinii w sprzedaży od środy 21 października 2026 r. Tygodnik "Gazeta Polska" dostępny jest w wygodnej prenumeracie cyfrowej. Sprawdź ofertę prenumeraty cyfrowej TUTAJ » prenumerata.swsmedia.pl oraz pod numerem telefonu 605 900 002 lub 501 678 819.                                 
Źródło: Gazeta Polska

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polityka