Jego los powinien być przestrogą dla innych celebrysiów bez powodu, którzy nagle poczuli, że są w stanie zbawiać świat własną przeciętnością sprytnie uniesioną – na moment – w kosmos. Nie ma bowiem nic bardziej żenującego niż laleczka, która uwierzyła w to, że sterujące nią nitki są jej własnymi potencjami.
Hołowni zdarzyła się bowiem przygoda polegająca na tym, że z czasem uwierzył w to, że nie istnieje żaden Gepetto i Pinokio sam może zmieniać świat.
W III RP wciąż bardzo wiele do powiedzenia mają oficerowie wysługujący się rozmaitym wywiadom i siatkom agenturalnym. Przepis ich służby jest zawsze najprostszy z możliwych: znajdujemy delikwenta na tyle durnego, aby uwierzył w miód skondensowanych pochlebstw, dzięki którym można będzie go prowadzić jak krowę na pastwisko. Lukruje się każdy jego krok i wypowiedź, aż zaczyna wierzyć we własną wyjątkowość. Taki Hołownia, mało śmieszny showmanik promowany przez walterowską TVN, wcześniej psudokatolicki pleciuga nakręcany sztuczną promocją nudnawych książeczek, felietonista bez żadnego polotu i charyzmy…, nagle został wynaleziony jako polityczny wizjoner i założyciel napompowanego w sondażach ugrupowania politycznego. Zaczął głosić politpoprawne banały z myślą odkrywcy nowych planet, a wokół słychać było poklask prowokowany przez śmiejących się w kułak trepów. Na dodatek sponsoring ze strony najbogatszej bizneswoman. Bawiło mnie to przedstawienie pomimo faktu, że od początku znałem koniec i często publicystycznie go zdradzałem – psując tym czytelnikom zabawę.
Kiedy jednak Hołownia dostaje w łeb, przestaje mnie to już bawić. W końcu nawet szkoda mi chłopiny.
Oto – ze zdumieniem przebudzonego pacholęcia – stwierdza, że okadzające go dotąd media, lizydupni żurnaliści nagle zmieniają front i zaczynają mu boleśnie przykładać. Wszystkie te tefaueny, Polsaty i „Newsweeki” zaczynają boleśnie szarpać jak rozparzone ratlerki. Laleczka jeszcze nie rozumie, że przestała być użyteczna, a jej okadzane cechy i potencje to zwykły bajer, który prysł, gdy usiłowała się nieco usamodzielnić.
Gdybyś, Szymonku, posłusznie w tuskowym zagajniku siedział… Ale nie, zachciało ci się politykę robić. Wyszło ci tak, jak się zapowiadało… żałośnie, bo i co mogło ci pomóc? Sztuczna banieczka kariery prysła, gdy wyłączyli ci prąd w gniazdku. Jedyne, co teraz możesz pożytecznie zrobić, to napisać szczery pamiętnik opowiadający o tym, kto, jak i kiedy zrobił z ciebie gwiazdorka. Czy wystarczy ci do tego charakteru i odwagi? Byłoby to bardzo pouczające dla nowych celebrytów polityki, którzy uważają, że wtyczki w ich odwłoku to tylko niegroźny piercing, nad którym, oczywiście, panują. Być może taki twój pamiętniczek miałby nawet wartości literackie, o ile byłby szczery. Na nagrodę Nike raczej nie liczyłbym na twoim miejscu, ale mógłby być poczytny, i bawiąc, mógłby czegoś młodzież nauczyć. Tylko czy tuskowe pieski wystarczająco już ci przetrzepały skórę, byśmy mogli orzec: „O, pan Szymon już wylądował w realnym świecie”?!
O tym jaki jest związek ataków na @RepublikaTV z trwającą od ponad 3 lat akcją fałszywych alarmów, których ofiarami są https://t.co/Rge85nDxJt. @SouShibo oraz @BonkolTV? W jaki sposób państwo powinno reagować na tego typu przestępstwa? Jakie zagrożenia niesie ze sobą tego rodzaju… https://t.co/Dw67QmP6I9
— michal.rachon (@michalrachon) May 18, 2026