Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Leszek Kraskowski opisał pierwszy dzień na wolności. "Jestem bezdomny"

Dziennikarz Leszek Kraskowski po 27 dniach opuścił areszt. W obszernym wpisie w mediach społecznościowych opisał swój pierwszy dzień na wolności - pełen emocji, wyścigu z czasem i, jak twierdzi, kolejnych trudności. Jego relacja zawiera też mocne, jednostronne oskarżenia, m.in. pod adresem prokuratury.

Kraskowski opisał, że wyjście z aresztu było dramatyczne i odbyło się w pośpiechu. Jak twierdzi, policjanci zostawili go pod Prokuraturą Okręgową w Warszawie „w więziennym uniformie, bez grosza przy duszy". Dziennikarz podkreślił, że wyszedł z prokuratury o godz. 14.20, a administracja aresztu na Białołęce, gdzie miał odebrać z depozytu swoje rzeczy, dokumenty i pieniądze, pracowała tylko do 15.30. Gdyby nie zdążył, musiałby czekać do poniedziałku.

Jak relacjonuje, w dotarciu na czas pomógł mu jego adwokat. „Niezawodny mec. Łukasz Pawelski zasponsorował mi Ubera, dzięki czemu zdążyłem odebrać z depozytu (…) moje rzeczy" — napisał. Podziękował też swoim obrońcom — mecenasom Łukaszowi Pawelskiemu, Tomaszowi Mielke i Adamowi Janusowi — „za wyciągnięcie z puszki", a także wszystkim, którzy, jak napisał, nie zwątpili w jego uczciwość i niewinność.

„Zostałem bezdomny"

W dalszej części wpisu dziennikarz opisał sytuację, która - jak twierdzi - uniemożliwiła mu powrót do własnego domu w Łosiu. Jak napisał, wieczorem okazało się, że jest „bezdomny", ponieważ w domu pojawiła się jego żona, z którą - z uwagi na to, że jest świadkiem w sprawie - obowiązuje go zakaz kontaktu.

Kraskowski zaznaczył, że gdyby złamał ten zakaz i wszedł do domu, mógłby wrócić do aresztu, a prezes TV Republika Tomasz Sakiewicz straciłby wpłacone za niego 25 tys. zł poręczenia. Wskazał też na problem z jednym z nałożonych na niego obowiązków - do poniedziałku ma zdeponować w prokuraturze paszport, który, jak twierdzi, znajduje się właśnie w domu w Łosiu, do którego nie może wejść.

Dziennikarz napisał również, że został pozbawiony narzędzi pracy - archiwum, komputerów i telefonów, które zabrała policja - oraz że nie ma nawet własnych ubrań. Pozdrowienia zamieścił „z hotelu DeSilva w Piasecznie".

Mocne słowa pod adresem prokuratury

Wpis zawiera także ostre, osobiste oceny. Kraskowski zapowiedział, że spodziewa się „kolejnych prowokacji i pułapek" oraz kolejnych oświadczeń prokuratury. Bardzo krytycznie odniósł się do rzecznika Prokuratury Okręgowej w Warszawie, a pod adresem żony skierował rozbudowany, osobisty fragment, w którym kwestionował jej postawę i motywy. Jego żona, Wioletta, przedstawia zupełnie inną wersję wydarzeń - w publicznym oświadczeniu zarzuciła mężowi stosowanie przemocy wobec niej i dzieci, zamieszczając kilkanaście przykładów zachowań, które określiła jako przemocowe, oraz napisała wprost, że obawia się o bezpieczeństwo swoje i najbliższych. Para jest w trakcie rozwodu.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie postanowieniem z 3 lipca uchyliła wobec Kraskowskiego tymczasowy areszt, stosując w zamian środki wolnościowe - poręczenie majątkowe, dozór policyjny, zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej oraz zakaz opuszczania kraju z zatrzymaniem paszportu.

Powodem złagodzenia środka była zmiana oceny jednego z wątków. Jak podała prokuratura, dotychczasowe ustalenia dotyczące e-maila z groźbami wobec komendanta policji w Piasecznie... nie pozwalają już przyjąć wysokiego prawdopodobieństwa, że jego autorem był Kraskowski. Dziennikarz konsekwentnie nie przyznaje się do zarzutów. 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polityka