Kraskowski opisał, że wyjście z aresztu było dramatyczne i odbyło się w pośpiechu. Jak twierdzi, policjanci zostawili go pod Prokuraturą Okręgową w Warszawie „w więziennym uniformie, bez grosza przy duszy". Dziennikarz podkreślił, że wyszedł z prokuratury o godz. 14.20, a administracja aresztu na Białołęce, gdzie miał odebrać z depozytu swoje rzeczy, dokumenty i pieniądze, pracowała tylko do 15.30. Gdyby nie zdążył, musiałby czekać do poniedziałku.
Jak relacjonuje, w dotarciu na czas pomógł mu jego adwokat. „Niezawodny mec. Łukasz Pawelski zasponsorował mi Ubera, dzięki czemu zdążyłem odebrać z depozytu (…) moje rzeczy" — napisał. Podziękował też swoim obrońcom — mecenasom Łukaszowi Pawelskiemu, Tomaszowi Mielke i Adamowi Janusowi — „za wyciągnięcie z puszki", a także wszystkim, którzy, jak napisał, nie zwątpili w jego uczciwość i niewinność.
„Zostałem bezdomny"
W dalszej części wpisu dziennikarz opisał sytuację, która - jak twierdzi - uniemożliwiła mu powrót do własnego domu w Łosiu. Jak napisał, wieczorem okazało się, że jest „bezdomny", ponieważ w domu pojawiła się jego żona, z którą - z uwagi na to, że jest świadkiem w sprawie - obowiązuje go zakaz kontaktu.
Pierwszy dzień na wolności nie był łatwy. To był wyścig z czasem. I mnóstwo emocji.
— Leszek Kraskowski Reporterzy Online (@LKraskowski) July 4, 2026
Policjanci zostawili mnie pod Prokuraturą Okręgową w Warszawie w więziennym uniformie, bez grosza przy duszy. Gołego i wesołego.
Taka procedura. Serio.
To nie była ustawka do zdjęcia na X.
Taka… pic.twitter.com/9jWXSjLTGh
Kraskowski zaznaczył, że gdyby złamał ten zakaz i wszedł do domu, mógłby wrócić do aresztu, a prezes TV Republika Tomasz Sakiewicz straciłby wpłacone za niego 25 tys. zł poręczenia. Wskazał też na problem z jednym z nałożonych na niego obowiązków - do poniedziałku ma zdeponować w prokuraturze paszport, który, jak twierdzi, znajduje się właśnie w domu w Łosiu, do którego nie może wejść.
Dziennikarz napisał również, że został pozbawiony narzędzi pracy - archiwum, komputerów i telefonów, które zabrała policja - oraz że nie ma nawet własnych ubrań. Pozdrowienia zamieścił „z hotelu DeSilva w Piasecznie".
Mocne słowa pod adresem prokuratury
Wpis zawiera także ostre, osobiste oceny. Kraskowski zapowiedział, że spodziewa się „kolejnych prowokacji i pułapek" oraz kolejnych oświadczeń prokuratury. Bardzo krytycznie odniósł się do rzecznika Prokuratury Okręgowej w Warszawie, a pod adresem żony skierował rozbudowany, osobisty fragment, w którym kwestionował jej postawę i motywy. Jego żona, Wioletta, przedstawia zupełnie inną wersję wydarzeń - w publicznym oświadczeniu zarzuciła mężowi stosowanie przemocy wobec niej i dzieci, zamieszczając kilkanaście przykładów zachowań, które określiła jako przemocowe, oraz napisała wprost, że obawia się o bezpieczeństwo swoje i najbliższych. Para jest w trakcie rozwodu.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie postanowieniem z 3 lipca uchyliła wobec Kraskowskiego tymczasowy areszt, stosując w zamian środki wolnościowe - poręczenie majątkowe, dozór policyjny, zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej oraz zakaz opuszczania kraju z zatrzymaniem paszportu.
Powodem złagodzenia środka była zmiana oceny jednego z wątków. Jak podała prokuratura, dotychczasowe ustalenia dotyczące e-maila z groźbami wobec komendanta policji w Piasecznie... nie pozwalają już przyjąć wysokiego prawdopodobieństwa, że jego autorem był Kraskowski. Dziennikarz konsekwentnie nie przyznaje się do zarzutów.
"Poczynione dotąd ustalenia co do okoliczności wysłania e-maila z groźbami wobec Komendanta Powiatowego Policji w Piasecznie zdezaktualizowały natomiast przesłankę dużego prawdopodobieństwa popełnienia przez Leszka Kraskowskiego tego przestępstwa. Obok wersji śledczej sytuującej… pic.twitter.com/zxHWoloL6w
— Leszek Kraskowski Reporterzy Online (@LKraskowski) July 4, 2026