Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Kosiniak-Kamysz, czyli zero złudzeń w sprawie sowieciarza. „Gazeta Polska”: PSL nie jest partią obrotową

To nie wydarzyło się nigdy w III RP. PSL świetnie czuło się w koalicji z SLD z uwagi na postkomunistyczny rodowód liderów obu ugrupowań. Jego członkowie współtworzyli politykę resetu w czasach rządów PO i PSL z lat 2007–2015, czasem w gorliwości przewyższając w tym Tuska. Obecnie Kosiniak-Kamysz patronuje powrotowi do SKW reseciarzy powiązanych z Rosją. PSL nie jest partią obrotową, nigdy nie weszło w koalicję z obozem niepodległościowym, a gdy jedyny raz zagłosowało za rządem Jana Olszewskiego, to potem wbiło mu nóż w plecy w czasie „nocnej zmiany”.

Złudzenia co do tego, że PSL może zmienić koalicjanta, mają niezły rozmach, bo, jak ujawniła Telewizja Republika, sięgnęły Białego Domu – sugerował to Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi prezydent Donald Trump. Premier Mateusz Morawiecki wspomniał w ubiegłym tygodniu, że jego ugrupowanie prowadzi rozmowy z politykami obecnej koalicji rządzącej. Mówił, że chce obronić Polskę przed Tuskiem i Braunem. O PSL mowy nie było. Nie są to pierwsze takie wieści. Już w grudniu 2025 roku portal Onet.pl sugerował, że Morawiecki wysyła „emisariuszy” do PSL. 1 kwietnia 2026 roku w Jasionce zorganizowana została debata pomiędzy Morawieckim a Kosiniakiem-Kamyszem.

Kosiniak-Kamysz wicepremierem i pierwsza decyzja: Smoleńsk

Złudzenia, że PSL jest po prostu partią ludową, która może zmieniać sojuszników, nie mają żadnych racjonalnych podstaw. I Kosiniak-Kamysz zrobił wiele, by wszystkich ich pozbawić. Pierwszą jego decyzją jako wicepremiera i szefa MON było zlikwidowanie 16 grudnia 2023 roku podkomisji smoleńskiej. To było jasne zademonstrowanie wobec Moskwy, że porządek panuje w Warszawie i jej wersja wydarzeń w tej sprawie obowiązuje nad Wisłą. Nawet mimo że współpracownik Putina Dmitrij Rogozin de facto przyznał, że Smoleńsk był rosyjską zbrodnią, pisząc do Jarosława Kaczyńskiego: „Przyjedź do Smoleńska”. Podkomisja smoleńska została zlikwidowana, natomiast w MON Kosiniaka-Kamysza powołano zespół do spraw… jej rozliczania. Liczniejszy od owej podkomisji.

Dalej przywracanie rosyjskich wpływów już poszło. Profesor Sławomir Cenckiewicz pisał o tym niedawno: „Większego szkodnika jak Pan @KosiniakKamysz w MON nie było (pewnie poza tym całym Stanisławem Dobrzańskim z PSL – zresztą agentem bezpieki PRL) – Stróżyk, Dusza, Pacek, Lichocki czy Klin to symbole Pana rządów!”. Mimo to niektórzy na prawicy nie krytykują go tak zdecydowanie jak Tuska. Cenckiewicz nie ma w tej sprawie złudzeń, dlatego napisał do Kosiniaka-Kamysza: „Pańskie umizgi do prawicy też były i są fikcją – przejrzałem to z bliska! Jest Pan narzędziem Tuska i działa Pan z nim w porozumieniu, głosując za demontażem ustroju, konstytucji i praworządności w Polsce!”. Wspomniał też o rzadko przypominanej haniebnej roli PSL w czasie polsko-rosyjskiego resetu: „Przywódca partii, która przez swoją politykę energetyczną w czasach resetu uzależniała nas od gazu rosyjskiego, nie będzie mnie uczył patriotyzmu!”. Przypomnijmy, że umowa gazowa, którą chciał zawrzeć Waldemar Pawlak z PSL, miała uzależnić Polskę od zakupu gazu do roku 2037!

Najbardziej czerwony szef PSL po 1989 roku

„Trzeba zlikwidować Wojska Obrony Terytorialnej, bo one nie służą naszemu społeczeństwu, nie widzimy efektów ich działań” – ta wypowiedź Kosiniaka-Kamysza z 2018 roku nie była przypadkowa. Wynikała z faktu, że reprezentuje on postkomunistyczne układy w wojsku, dla których pojawienie się niekontrolowanych przez nie WOT było największym złem. Jako szef MON po 13 grudnia 2023 roku lider PSL musiał wycofać się z tych słów, bo Polacy widzieli świetną rolę, jaką WOT odegrały podczas powodzi, pandemii czy wojny hybrydowej na granicy. Ani słowa Kosiniaka-Kamysza o likwidacji WOT, ani jego pamiętne oklaski dla antyklerykalnego wystąpienia Leszka Jażdżewskiego, ani zaangażowanie w manifestacje KOD nie były przypadkowe.

Jak mówi Wieńczysław Nowacki, ludowy opozycjonista z czasów komuny, człowiek, który o ruchu ludowym wie wszystko, Kosiniak-Kamysz jest NAJBARDZIEJ CZERWONYM prezesem PSL po 1989 roku. Jego postkomunistyczne związki są silniejsze niż Waldemara Pawlaka, Jarosława Kalinowskiego czy Janusza Piechocińskiego. Dlaczego? Wynika to także z powiązań rodzinnych. Jego ojciec Andrzej Kosiniak-Kamysz, wiceminister zdrowia i główny inspektor sanitarny w komunistycznym rządzie Mieczysława Rakowskiego, do ZSL wstąpił w pamiętnym 1968 roku. Władysław Kosiniak-Kamysz urodził się w Krakowie i podobnie jak ojciec został lekarzem. – Oni nigdy byli chłopami. Na tym terenie, także w ramach ZSL, aktywni byli działacze „linii witosowej”, współpracujący z solidarnościowym ruchem chłopskim. Symbolem prawdziwego ruchu ludowego był w Krakowie Edward Kaleta, uważany za kontynuatora linii Wincentego Witosa i Stanisława Mierzwy, prześladowanego w latach stalinowskich. Byli działacze ZSL, którzy potajemnie wspierali prawdziwy ruch chłopski, i należy im się za to ogromne uznanie – mówi Wieńczysław Nowacki, który po aresztowaniu w 1983 roku podjął w więzieniu głodówkę i oprawcy dokarmiając go siłą, uszkodzili mu przełyk. Rozpracowywany był przez SB pod kryptonimem „Niezłomny”. – Andrzej Kosiniak-Kamysz był przeciwieństwem tej linii, zawsze wzorowo prawomyślny, zawsze w zgodzie z linią PZPR – dodaje.

Postkomuna w czystym wydaniu

Warto więc podkreślić, że jeszcze „ciekawszy” niż ojciec życiorys ma stryj lidera PSL, Zenon Kosiniak-Kamysz. Ukończył on studia w Dreźnie w NRD.

Jest absolwentem Uniwersytetu Technicznego Wydziału Organizacji i Zarządzania w Dreźnie. Od 1982 roku pracował jako specjalista w Centrali Handlu Zagranicznego Budimex oddział Kraków. W latach 1984–1986 był zastępcą szefa kontraktu Krakowskiego Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego Krakbud w Lipsku w NRD. Od 1986 do grudnia 1989 roku był wicedyrektorem Oddziału Polskiej Izby Handlu Zagranicznego w Krakowie.  

Z takim życiorysem w sam raz nadawał się w III RP do kariery m.in. w dyplomacji. Za rządów Tadeusz Mazowieckiego w 1990 roku został mianowany pierwszym sekretarzem ambasady RP w Budapeszcie. Za rządów koalicji SLD–PSL, czyli premierów Pawlaka, Oleksego i Cimoszewicza, pracował w Ministerstwie Spraw Zagranicznych oraz Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą, pełniąc tam funkcję dyrektora departamentu. Kolejny awans czekał go za rządów premiera Leszka Millera czy znów koalicji SLD i PSL – od 2001 do 2003 roku był wiceministrem spraw wewnętrznych, czyli zastępcą Krzysztofa Janika.

Współpraca z Kim Ir Senem, Ceausescu i Ho Chi Minhem

Potocznie mówi się, że PSL to kontynuacja ZSL czasów komunizmu. To prawda, ale nie cała, bo z racji pokoleniowych jest jeszcze gorzej. Czołówka starszych działaczy PSL to dawni aparatczycy Związku Młodzieży Wiejskiej z czasów reżimu Jaruzelskiego. A to nie była, jak się potocznie myśli, młodzieżówka ZSL, lecz organizacja skupiająca młodych działaczy PZPR i ZSL. Kolejni szefowie ZMW wywodzili się właśnie z PZPR. W aparacie tej organizacji działali Waldemar Pawlak, Jarosław Kalinowski, Janusz Piechociński czy Jan Bury.

Była ona organizacją partnerską sowieckiego Komsomołu, przyszli działacze PSL jeździli tak jak Włodzimierz Czarzasty do Związku Sowieckiego.

Organ ZMW, pismo „Zarzewie”, pisał o tym 15 marca 1987 roku: „Najważniejszym partnerem ZMW jest Wszechzwiązkowy Leninowski Komunistyczny Związek Młodzieży. Współpraca ta ciągle rozszerza się (...) obejmuje wymiany grup studyjnych, wspólne seminaria, wymianę doświadczeń z zakresu działalności organizacyjnej w środowisku wiejskim, szkolenia dla aktywu. Ważne miejsce w kontaktach ZMW zajmuje Dymitrowski Komunistyczny Związek Młodzieży". Jak czytamy w „Zarzewiu”, ZMW współpracowało nie tylko z Komsomołem czy bratnimi organizacjami z NRD Honeckera czy Rumunii Ceausescu, lecz także ze Związkiem Młodych Komunistów Kuby, Rewolucyjnym Związkiem Młodzieży Mongolii, Związkiem Socjalistycznej Młodzieży Pracującej Korei i wietnamskim Związkiem Młodzieży Komunistycznej im. Ho Chi Minha.

Świetne kontakty w Moskwie

ZMW znane było ze znakomitych kontaktów w ZSRS. Dochodziło do zaskakujących sytuacji, gdy o Agrotechnice – pionierskiej spółce nomenklaturowej ZMW – źle pisano w prasie PRL, a wychwalały ją „Izwiestia” czy „Komsomolska Prawda”. Klimat organizacji najlepiej oddają relacjonowane na łamach „Zarzewia" wizyty i szkolenia aktywu ZMW w ZSRS. „Riazań powitał nas bardzo uroczyście i serdecznie. Na Dworcu Wschodnim zebrali się licznie riazańscy komsomolcy. Niech żyje niezłomna radziecko-polska przyjaźń – głosił w języku polskim napis na ogromnym transparencie. Dziewczęta w ludowych rosyjskich strojach wręczyły kierownictwu naszej grupy bochen chleba” – relacjonował Mieczysław Alaba.

Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku wiele organizacji zdelegalizowano. Ale nie ZMW. Jej lider, tow. Waldemar Świrgoń z PZPR, tłumaczył 11 kwietnia 1982 roku na łamach wznowionego „Zarzewia”, że ZMW „powstawał po to, by naprawiać politykę państwa wobec wsi, a nie po to, by walczyć z państwem. Chyba dlatego ZMW jako jedyna organizacja powstała po sierpniu 1980 roku nie została ani zawieszona, ani rozwiązana po wprowadzeniu stanu wojennego”. Stan wojenny był nie tylko czasem konsolidacji ideologicznej ZMW. Roku 1982 sięgają swymi korzeniami interesy ludzi z biznesowego imperium obecnego PSL. Transparenty Agrotechniki niesiono w 1-majowych pochodach.

Kolejni liderzy ZSL byli szefami Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Zapewne takim zostałby też „młody” Kosiniak-Kamysz, gdyby komunizm nie upadł, chociaż na cztery łapy. Gdy dawne ZSL bało się, że zniknie ze sceny politycznej w 1990 roku, wybrało na swojego kandydata na prezydenta Romana Bartoszcze. Gdy tylko przestał być on potrzebny, został brutalnie usunięty. Cała historia PSL w III RP pokazuje, że partia pozostaje postkomunistycznym bastionem. Możliwe są pojedyncze transfery, jak przejście do PiS blisko 20 lat temu przez Janusza Wojciechowskiego i Zbigniewa Kuźmiuka. Ale postkomunistyczny beton w PSL niezmiennie trwa.

Źródło: Gazeta Polska

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polityka