Zniesienie Funduszu Kościelnego znalazło się wśród czołowych obietnic formacji Donalda Tuska zawartych w słynnych "100 konkretach". Miał się tym zająć powołany w styczniu 2024 roku Międzyresortowy Zespół ds. Funduszu Kościelnego, na którego czele stanął wicepremier i lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Miał za zadanie wypracować propozycję zmian w systemie finansowania składek duchownych i innych zadań realizowanych z Funduszu.
Włodzimierz Czarzasty wrócił ostatnio do tej kwestii. - Nie mam pretensji do Władka Kosiniaka-Kamysza, że przez 3 lata w tej sprawie wiele nie zrobił - powiedział marszałek Sejmu dziennikarzom.
Znam jego poglądy, szanuję jego poglądy. Na tym polega mądrość w koalicji 15 października, że musimy się po prostu nawzajem szanować. On tego nie zrobił. Uważam, że temat państwa świeckiego jest tematem ważnym dla Polek i Polaków
- stwierdził polityk Lewicy.
Ostry atak
Dzień wcześniej nie był tak wyrozumiały i wyrażał się tematem nieco ostrzej. - Ile można wołać o państwo świeckie. Przypomnę swoim przyjaciołom koalicjantom - w umowie koalicyjnej mamy zapis o dążeniu do wprowadzenia zasad państwa świeckiego w Polsce - przypominał Czarzasty.
Ile jeszcze ten Fundusz Kościelny ma funkcjonować? Dlaczego my płacimy ZUS, a księża tego ZUS-u nie płacą? Dlaczego obywatele i obywatelki płacą normalnie PIT, a księża mają minimalny ryczałt? Dlaczego działalność gospodarcza Kościoła, to znaczy prowadzenie cmentarzy, udzielanie ślubów, chrztów czy posługa przy pogrzebach, za którą Kościół inkasuje pieniądze, dlaczego to nie jest opodatkowane? Żądamy równości kleru wobec prawa
- mówił podczas konferencji.