Komisja Europejska chciałaby, aby negocjacje nad przyszłą perspektywą finansową zakończyły się do grudnia br. Na dzisiaj jednak wiele wskazuje na to, że nie uda się uzyskać porozumienia. Bruksela chce bowiem zwiększyć swoje wpływy podatkowe. Do kasy UE miałoby wpływać m.in. 30 proc. środków z handlu emisjami.
Taka zmiana uderzyłaby w Polskę, która nagle musiałaby wpłacać ponad 1 mld euro rocznie. Wczoraj w mediach pojawiły się więc informacje, że zakulisowo Polska grozi wetem. Do ustalenia bowiem obciążeń dla państw Wspólnoty potrzebna jest jednomyślność.
Zdaniem polityków opozycji w Warszawie wiele wskazuje na to, że rząd będzie chciał poprzeć projekt budżetu, który przygotował bliski współpracownik Donalda Tuska, komisarz Piotr Serafin. Zdaniem Jacka Saryusza-Wolskiego polski premier faktycznie za granicą zgadza się na ustanowienie nowych danin nałożonych na państwa członkowskie.
Jak wykazuje, Polska wzięła udział w spotkaniu przyjaciół spójności.
„W odniesieniu do finansowania kolejnych WRF Przyjaciele Spójności wyrazili gotowość do konstruktywnego udziału w dyskusjach dotyczących strony dochodowej Unii, które zmniejszyłyby presję na budżety krajowe. W tym kontekście podkreślili potrzebę dyskusji o nowych, autentycznych, sprawiedliwych, prostych i nieregresywnych zasobach własnych, a także zbadania możliwych opcji tworzenia dodatkowej przestrzeni fiskalnej”
– czytamy w informacji zawartej na stronie rządu Hiszpanii.
Co oznacza zaakceptowanie propozycji przedstawianych publicznie? Charakter planowanych unijnych podatków jest taki, że w zasadzie Polska w przyszłej perspektywie finansowej wyjdzie na zero. Z wyliczeń posła Zbigniewa Kuźmiuka, doktora ekonomii i byłego europosła, wynika, że jeżeli budżet przejdzie, to Polska w siedem lat wpłaci do kasy Wspólnoty 120 mld euro, a dostanie 123 mld euro. Dodajmy, że pieniądze przefiltrowane przez UE będą znaczone i będziemy musieli je wydać na projekty zatwierdzone przez Wspólnotę (np. tworzenie bagien lub wiatraki), a dodatkowo poddane w pełni mechanizmowi warunkowości.
Pogrom czeka jednak rolników. Były komisarz UE ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski twierdzi, że środki dla rolników będą o 30 proc. niższe niż w obecnej perspektywie budżetowej. „W projekcie Komisji Europejskiej na lata 2028–2034 dla Polski przewiduje się jedynie 24,6 mld euro na siedem lat, czyli ok. 3,5 mld euro rocznie. To spadek o 30 proc. w stosunku do obecnego poziomu finansowania, a w dodatku nie są to środki pewne ani gwarantowane, gdyż mogą zostać poddane szantażowi politycznemu w ramach tzw. warunków praworządności. Drastycznie mają być też zmniejszone wydatki na rzecz obszarów wiejskich z polityki spójności” – napisał w petycji do Donalda Tuska Wojciechowski.