W piątek wieczorem przed budynkiem Trybunału Konstytucyjnego pojawiły się dziesiątki uzbrojonych policjantów. Funkcjonariusze - których rękami Donald Tusk postanowił realizować scenariusz zamachu stanu - zablokowali wejście do gmachu m.in. prezesowi TK Bogdanowi Święczkowskiemu, wiceprezesowi Bartłomiejowi Sochańskiemu oraz parlamentarzystom. Jak wynika z wiadomości, do których dotarł nasz portal, do momentu rozpoczęcia akcji policjantom nie przekazano informacji o charakterze operacji, w jakiej mieli wziąć udział.
„Jedna wielka tajemnica” i mdlejący funkcjonariusze
Decydenci odpowiedzialni za wysłanie sił policyjnych pod Trybunał Konstytucyjny do samego końca ukrywali przed szeregowymi funkcjonariuszami cel ich działań. Skutkowało to całkowitym brakiem zabezpieczenia logistycznego operacji.
– pisze w wiadomościach funkcjonariuszka. Jak dodaje, prowiant dotarł do nich z ogromnym opóźnieniem:
„Jedzenie nam dostarczyli dopiero ok 7 rano pod TK”.
Brak informacji, wielogodzinne stanie w kordonie i fatalne zarządzanie ze strony dowództwa doprowadziły do skrajnego wyczerpania policjantów. Z SMS-ów kobiety wynika, że wielu z nich nie wytrzymywało narzuconego przez zwierzchników tempa.
„Bardzo dużo policjantów było zabieranych, bo zaczęli opadać z sił tej pierwszej nocy, mdleli. No niestety mnie też to dopadło ok 4 nad ranem, ale pół godziny przerwy i dalej w ten tłum”
– relacjonuje autorka wiadomości. Z jej SMS-ów dowiadujemy się również o drastycznym wymiarze czasu służby, wymuszonym przez przełożonych:
Wstyd za polityczne rozkazy
Najbardziej uderzający w ujawnionych wiadomościach jest jednak stosunek samej policjantki do działań, w których kazano jej uczestniczyć.
Funkcjonariusze zdają sobie sprawę z ciężaru gatunkowego sytuacji, w jakiej postawili ich polityczni decydenci, zmuszając do fizycznego blokowania najważniejszych osób w państwie.
„Dramat, dobrze że mam zasłoniętą twarz, bo bym się chyba ze wstydu spaliła” – wyznaje wprost policjantka. W innej wiadomości odnosi się do incydentu z udziałem głowy państwa: „A tak w ogóle to byłam z pięć metrów od sytuacji, jak prezydent wchodził do trybunału”.
Związkowcy żądają wyjaśnień od komendanta
Ujawnione przez nas wiadomości korespondują z oficjalnym stanowiskiem policyjnych związkowców, którzy dostrzegają niebezpieczeństwo instrumentalnego traktowania formacji przez obecną władzę. Związek Zawodowy Policjantów „Solidarność” skierował w tej sprawie pismo do Komendanta Głównego Policji gen. insp. Marka Boronia.
Związkowcy domagają się publicznego wystąpienia komendanta i określenia, „w jakim miejscu znajduje się dziś Policja”. Autorzy listu zwracają uwagę na wątpliwości prawne dotyczące wydawanych rozkazów oraz możliwe konsekwencje służbowe i prawne, z jakimi mogą w przyszłości mierzyć się szeregowi policjanci wykonujący dziś polecenia przełożonych.
W piśmie podkreślono również, że w zabezpieczaniu wydarzeń w Warszawie brali udział młodzi funkcjonariusze, bez wystarczającego doświadczenia, a także odniesiono się do sytuacji, w której Prezydent RP Karol Nawrocki musiał przeciskać się przez policyjny kordon. Związek przypomina politycznym mocodawcom podstawową zasadę funkcjonowania formacji: