Nie jest tajemnicą, że koalicja 13 grudnia chce przejąć Trybunał Konstytucyjny. Padły wręcz sugestie o siłowych rozwiązaniach. Dlatego poruszenie wśród prawników wywołała wiadomość, która wczoraj dotarła również do Niezalezna.pl
"Szykują rezerwową siedzibę Trybunału Konstytucyjnego, w której urzędować mieliby wybrani niedawno przez Sejm nowi sędziowie"
- usłyszeliśmy.
Padł nawet adres. Chopina 1 w Warszawie.
Nasz dziennikarz sprawdził dzisiaj rano co tam się dzieje. To budynek należący do Ministerstwa Sprawiedliwości. Mieszczą się tam Departament Zawodów Prawniczych oraz Departament Analiz i Strategii. Można do niego wejść z dwóch stron, także od strony Alei Róż. I tam zauważyliśmy ciężarówki z elementami wentylacji. Z kolei od ulicy Chopina pracownicy przenosili meble - szafki i krzesła.



Resort nabiera wody w usta
Oczywiście, próbowaliśmy krążące spekulacje zweryfikować oficjalnie.
Rzecznik Trybunału Konstytucyjnego Weronika Ścibor była mocno zaskoczona i stanowczo ucięła wszelkie spekulacje, podkreślając, że żadna informacja na ten temat do niej nie dotarła, a siedziba TK niezmiennie znajduje się przy al. Jana Christiana Szucha 12A.
Spekulacje mogło uciąć Ministerstwo Sprawiedliwości. Rzecznik resortu, Dominika Ziętara nie potwierdziła pogłosek. Ale kilka razy dopytywana - również ich nie zdementowała. Jedynie odsyłała do biura prasowego. Wysłaliśmy maila z pytaniami, ale do czasu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.
Zamach na Trybunał i szantaż wobec prezydenta Nawrockiego
Przypomnijmy: 13 marca koalicja Tuska przegłosowała wybór sześciu nowych sędziów TK. Mają nimi zostać: Krystian Markiewicz, Maciej Taborowski, Marcin Dziurda, Anna Korwin-Piotrowska, Dariusz Szostek i Magdalena Bentkowska. Procedura ta wywołała w kraju ostrą krytykę, ponieważ wprost narusza Regulamin Sejmu oraz art. 194 ust. 1 Konstytucji, który mówi o zasadzie indywidualnej kadencyjności.
Z tego powodu prezydent Karol Nawrocki, jako strażnik ustawy zasadniczej, nie przyjął jeszcze od kandydatów ślubowania i nie zadeklarował automatycznej zgody na ten krok. Co więcej, Zbigniew Bogucki w piśmie skierowanym do marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego punktował wprost, że „analiza procesu powołania budzi bardzo poważne wątpliwości co do zgodności przeprowadzonej procedury nie tylko z wymogami wynikającymi z Regulaminu Sejmu, lecz również ze standardami konstytucyjnymi”. Jak zaznaczył, „w zależności od wyjaśnienia tych zasadniczych kwestii Pan Prezydent będzie podejmował dalsze działania”.
Zamiast merytorycznych wyjaśnień przedstawiciele rządu przeszli do gróźb. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek w ubiegły poniedziałek zaapelował do prezydenta o odebranie ślubowania „w przyszłym tygodniu”. Przedstawiciel rządu stwierdził autorytarnie, że „prezydent ma odebrać to ślubowanie i ma obowiązek zrobić to bezzwłocznie”. Następnie posunął się do otwartego szantażu, zapowiadając:
„jeżeli za tydzień prezydent nie będzie wykonywał ruchów, które zgodnie z konstytucją jest zobowiązany wykonywać, pokażemy wszystkim, jaki jest plan B”.
Choć szczegóły tego tajemniczego scenariusza oficjalnie nie padły, w wypowiedziach polityków koalicji pojawiały się już kuriozalne sugestie zorganizowania ceremonii przed marszałkiem Sejmu, Zgromadzeniem Narodowym czy wręcz notariuszem. Sprzyjający władzy tygodnik „Polityka” pytał już nawet wprost, czy będziemy mieć w Polsce dwa Trybunały Konstytucyjne.
Warto przypomnieć, że jeszcze przed kontrowersyjnym sejmowym głosowaniem posłowie Prawa i Sprawiedliwości złożyli do TK wniosek o zabezpieczenie, polegające na czasowym wstrzymaniu Sejmu od wyboru sędziów do momentu zbadania niekonstytucyjności regulujących to przepisów. Trybunał Konstytucyjny odroczył zaplanowaną na 17 marca 2026 r. rozprawę, dając prezydentowi miesiąc na przedstawienie stanowiska w sprawie charakteru i roli odbieranego od kandydatów ślubowania.