W sobotę minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wygrała powtórzoną II turę wyborów na przewodniczącego Polski 2050. Poparło ją 350 spośród 659 głosujących członków partii. Na jej rywalkę - szefową resortu klimatu i środowiska Paulinę Hennig-Kloskę – głos oddało 309 osób.
Co oznacza taki wynik wyborów? O tym dyskutowali goście Tomasza Sakiewicza w programie "Polityczna Kawa" w TV Republika.
"Upokorzenie Hołowni jest ogromne"
Zdaniem posła Macieja Koniecznego z Partii Razem, wybór Pełczyńskiej-Nałęcz to sygnał, że Polska 2050 będzie próbowała utrzymać niezależność.
- Gdyby wygrała minister Hennig-Kloska, to oznaczałoby to wywieszenie białej flagi - wskazał, dodając jednak, że wynik wyborów nie oznacza ewentualnego przejścia do opozycji czy kursu na konflikt z rządem.
"Nie spodziewałbym się, że rząd straci większość" - wskazał Konieczny.
Podobnego zdania był poseł PiS Przemysław Czarnek. Pytany o to, czy Polska 2050 może zmienić front polityczny i wejść do zupełnie innej koalicji, stwierdził wprost: "Realne jest, ale bardzo mało prawdopodobne".
- Upokorzenie Szymona Hołowni jest ogromne. Ktoś, kto był drugą osobą w państwie, prowadził "Sejmflix" (...) nagle po dwóch latach nie ma już nawet swojej partii, został w niej upokorzony - powiedział Czarnek. Jego zdaniem większa część Polski 2050 przetrwa w koalicji 13 grudnia i tym samym cała koalicja dotrwa do jesieni przyszłego roku.
"Jesteśmy na wszystko gotowi, wiedząc, że prawdopodobieństwo szybkich wyborów i przejęcia władzy jest nie za duże" - zaznaczył były minister edukacji.