Expose Sikorskiego
Szef MSZ Radosław Sikorski przedstawił dziś w Sejmie sprawozdanie o polskiej polityce zagranicznej w 2026 roku. Podkreślił, że społeczeństwo jest zdezorientowane ws. działań USA, zaznaczając, że "będziemy lojalnym sojusznikiem Ameryki, ale nie możemy być frajerami".
Jednocześnie wychwalał członkostwo Polski w UE.
Lepiej rozmawiać z silnymi Niemcami jako partnerem w ramach UE, niż silnymi Niemcami bez więzów i norm, jakie nakłada na nie wspólnota [...] Polska racja stanu to obecność w UE i jej współkształtowanie
– mówił.
Wystąpienie szefa MSZ skomentował Zbigniew Rau, poseł PiS.
W szumnie zapowiadanym od kilku tygodni expose pana ministra Sikorskiego usłyszeliśmy dzisiaj sporo ogólników, truizmów, ćwiczeń w życzeniowym myśleniu. Z niektórymi z nich można by się nawet zgodzić, gdyby nie to, że nic nam one nie mówią o faktycznej kondycji polityki zagranicznej tego rządu. Sytuacja międzynarodowa wokół Polski, skala wyzwań i zagrożeń wobec których staje Rzeczpospolita wymaga nie publicystycznego, lecz niezwykle poważnego, merytorycznego potraktowania polityki za którą pan minister Sikorski jest konstytucyjnie odpowiedzialny. Zacznę od prawd oczywistych, które w takich okolicznościach wymagają systemowego uporządkowania. Celem polityki zagranicznej musi być polska racja stanu, a więc trwanie Rzeczpospolitej w pomyślności i rozwoju jako państwo suwerenne i samodzielnie decydujące o swojej polityce we wszystkich obszarach. Uprzedzając ewentualną polemikę zastrzegę od razu, iż suwerenność państwa narodowego jest nie tylko możliwa, ale jestem przekonany, ze także pożądana we współczesnym świecie o ile nie jest mylnie utożsamiana z wszechmocą, lecz właśnie samodzielnym podejmowaniem decyzji
– powiedział.
Polityk podkreślił, że "polska racja stanu wyznacza zasadnicze imperatywy naszej polityki zagranicznej". Jako przykłady wymienił:
- "uniemożliwienie Rosji imperialnej ekspansji,
- uniemożliwienie Niemcom zdominowania czy wręcz zwasalizowania Polski,
- przeciwdziałanie wznowieniu współpracy niemiecko-rosyjskiej
- przeciwdziałanie wypychaniu Stanów Zjednoczonych z roli głównego stabilizatora bezpieczeństwa naszego kontynentu,
- zbudowanie regionalnej struktury ścisłej współpracy państw zagrożonych przez Rosję".
Kryterium sukcesu obecnego rządu w polityce zagranicznej są zatem rezultaty w wypełnianiu tych imperatywów. Jak zatem wypada realizacja pierwszego imperatywu, czyli uniemożliwienia Rosji imperialnej ekspansji, która dziś stanowi dla Polski realne, egzystencjalne zagrożenie? Licząc w pierwszym rzędzie na własne zdolności obronne, zdajemy sobie sprawę, iż w tym zadaniu najsilniejszym, najbardziej wiarygodnym i absolutnie niezastępowalnym naszym sojusznikiem są Stany Zjednoczone. Tylko one dysponują realnym potencjałem – tak odstraszania, jak i powstrzymania Rosji. Nasuwa się pytanie: jaki polski interes wymaga roli wiodących krytyków polityki USA polskiego premiera, szefa MSZ, a ostatnio także marszałka Sejmu? Czy nakładanie przez obecną administrację USA skutecznych sankcji na Rosję i podważanie lub likwidacja panowania sojuszników Rosji w rozmaitych częściach świata są sprzeczne z interesami Polski? Czyżby potwierdzona ostatnio, przyznana przez pana ministra, wola obecności amerykańskiej w Europie, a szczególnie w Polsce, nie są zgodne z żywotnym interesem RP? W polityce obecnego rządu wobec USA nie ma żadnego polskiego interesu
– ocenił.
Następnie odniósł się do drugiego z imperatywów. Wskazał, iż "stosunek obecnego rządu do Niemiec wyklucza podmiotowość, zaś jednym z wielu dobitnych dowodów tego stanu rzeczy jest rezygnacja z jakichkolwiek starań o zadośćuczynienie Polsce za szkody i krzywdy wyrządzone okupacją niemiecką".
Brak podmiotowości jest powszechnie widoczny w relacjach z UE, której instytucje w procesie przyspieszonej integracji realizują interes Niemiec, po części interes Francji. Pojęcie silnej UE, którym ostentacyjnie posługuje się rząd, oznacza dzisiaj masowy transfer suwerenności od rządów i parlamentów narodowych państw członkowskich do centralnych organów unijnych
– powiedział.
Przypomniał też, że "od 2019 r. realizowany jest niemiecko-francuski program centralizacji UE, w wyniku czego ponad 60 obszarów merytorycznych, w których dotąd decyzje zapadały na zasadzie jednomyślności, ma być poddane procedurom głosowania większościowego, w ramach których ludniejsze państwa rdzenia UE mają miażdżącą przewagę nad demograficznie niewielkimi państwami wschodniej flanki".
Czy zniesienie zasady jednomyślności nie otwiera drogi do zignorowania sprzeciwu wschodniej flanki UE w razie wznowienia przez mocarstwa unijnego rdzenia polityki resetu z Rosją na czym Moskwie bezsprzecznie zależy? W polityce unijnej obecnego rządu trudno doszukać się polskiego interesu, natomiast interes Niemiec za każdym razem widać gołym okiem
– oznajmił były szef MSZ.
Odnosząc się do "uniemożliwienia współpracy niemiecko-rosyjskiej" wskazał, iż "strategiczne partnerstwo UE z Rosją było dążeniem mocarstw unijnego rdzenia od 1991 roku aż po co najmniej 2023 r."
Późniejsze deklaracje twardości ich stanowiska wobec Rosji tych faktów zmienić przecież nie mogą. Obecne deklaracje Berlina rozczarowania Rosją nie anulują zasadności stawiania pytań. Na ile te deklaracje są trwałe i na ile wiarygodne?
– pytał.
W opinii Raua "próby zastąpienia USA w tej roli iluzoryczną siłą wojskową Europy, która nie istnieje i w przewidywalnej przyszłości w liczącej się skali nie ma szansy zostać wykreowana, są szczególnie niebezpieczne dla Polski i całej wschodniej flanki NATO".
Program SAFE, jak ujął Jacek Saryusz-Wolski jest to podwójny nelson założony na zdolności obronne Rzeczpospolitej. Po pierwsze, pomijając to, że jest to gigantyczna pożyczka, konieczna do spłacania przez ponad cztery dziesięciolecia, której oferta bynajmniej wszystkich nie zadowala. Na przykład Niemcy jej nie zaciągną. Dodatkowo, SAFE wymusza na Polsce rezygnację z dotychczasowych zakupów sprzętu obronnego u naszego zasadniczego sojusznika – USA. Nakazuje on zakupy sprzętu z Niemiec czy Francji uzależniając polski przemysł zbrojeniowy od komponentów z tych krajów. Wypłata środków z tego programu może zostać wstrzymana zgodnie z mechanizmem warunkowości – nie tylko z powodów technicznych, ale także z powodu oceny. W polityce rządu widać entuzjastyczne działania dla wypychania USA z roli głównego stabilizatora wojskowego bezpieczeństwa naszego kontynentu, co stanowi ewidentne przedkładanie interesu niemieckiego nad interes Polski
– oświadczył Rau.
Poseł PiS powiedział też, że jeśli chodzi zbudowanie regionalnej struktury ścisłej współpracy państw zagrożonych przez Rosję "aktywność obecnego rządu w regionie nie jest dostateczna".
Wystarczy wspomnieć brak jakiejkolwiek wzmianki szefa MSZ o Trójmorzu w poprzednim expose i ostentacyjnie rachityczna wzmianka w dzisiejszym expose. Nie ulega wątpliwości, że nasi partnerzy musieli odczytać w tym kontekście jedno i drugie expose jako ostentacyjny brak zainteresowania tą inicjatywą podważającą interesy Niemiec w regionie
– oświadczył.
Na koniec zwrócił się bezpośrednio do członków koalicji 13 grudnia.
Pamiętacie, jak ponad dwa lata temu, gdy przejmowaliście władzę 13 grudnia, chełpiliście się, że będziecie w polityce zagranicznej władni grać na kilku fortepianach? Dziś nikt nie może wątpić, że do żadnego z nich nie możecie się nawet zbliżyć. Zostały wam w ręku co najwyżej cymbały. Wśród was i tak nie ma nawet Jankiela, który potrafiłby na nich zagrać jakąkolwiek polską nutę. W imieniu klubu PiS stwierdzam, że będziemy głosować za odrzuceniem informacji ministra spraw zagranicznych o zadaniach polskiej polityki zagranicznej
– stwierdził.