Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marcin Herman,
08.02.2018 15:06

Byleby zaciągnąć Rosjan do urn

W państwie takim jak Rosja, którego system w politologii nazywa się czasem „demokraturą”, czyli hybrydą dyktatury z pozorami demokracji, wybory mają inny sens i cel niż w normalnej demokracji.

W zaplanowanych na marzec wyborach prezydenckich w Rosji nie chodzi o wyłonienie zwycięzcy ani nawet o jakiś rodzaj rywalizacji między kandydatami. Zwycięzca jest już znany, a jedyny, który mógłby dodać wyborom nieco emocji, Aleksiej Nawalny, nie został dopuszczony do startu. Chodzi o odnowienie Putinowi legitymacji do rządzenia. Równie ważna jak oficjalny wynik wyborów jest frekwencja. Daje ona pojęcie o rzeczywistej skali poparcia, jak i możliwości mobilizacji struktur państwowych. Wysoka oznaczałaby, że system ma moc i „się restartuje”. Problem w tym, że dziś w Rosji nawet w struktury władzy wkradły się, w najlepszym razie, zastój i znudzenie. Niektóre sondaże mówią, że nawet połowa Rosjan nie chce głosować. Jeśli nie uda się ich zmobilizować prośbą lub groźbą, władza może wygrać przy kompromitująco dla niej niskiej frekwencji. I to właśnie od frekwencji zależy, co w najbliższych latach będzie się działo w Rosji.

 

 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane