Grupa mieszkańców Chorzowa chce odwołania prezydenta Szymona Michałka. Krytykują jago dotychczasową politykę i zarzucają brak pomysłu na rozwój miasta. We wtorek inicjatorzy akcji poinformowali, że są bliscy zebrania wymaganej liczby podpisów pod wnioskiem - 7200. Działania są otwarcie wspierane przez działaczy Koalicji Obywatelskiej. Jak może się okazać, w sposób nie tylko zgodny z prawem.
Sfałszowane podpisy od pacjentki
Na facebookowym profilu "Chorzów Nasze Miasto" pojawiło się nagranie z miejską radną KO Haliną Hiltawską, prywatnie lekarką. Widzimy na nim jak zbiera podpisy pod referendum w swoim gabinecie... od "pacjentki", która nagrała całą sytuację. Co więcej, lekarka pozwala kobiecie podpisać się również za jej narzeczonego. W zamian za to zgadza się na wystawienie mu L4.
Sytuacja wywołała duże emocje w sieci. Skomentował ją m.in. poseł Prawa i Sprawiedliwości Paweł Jabłoński. - Panie Waldemarze Żurek kiedy zarzuty i wniosek o areszt? - pyta na platformie X.
"Bardzo prawdopodobne, że ta pani zebrała więcej takich wymuszonych /sfałszowanych podpisów – istnieje poważna obawa matactwa, zatrzymanie, przeszukanie gabinetu, mieszkania i zabezpieczenie dowodów powinno nastąpić jeszcze dziś"
– wskazuje.
Radna Platformy Obywatelskiej w Chorzowie została nagrana jak w swoim gabinecie lekarskim:
— 🇵🇱 Paweł Jabłoński (@paweljablonski_) April 11, 2026
1) wymusza od pacjentki podpis pod referendum za odwołaniem prezydenta miasta,
2) zgadza się przyjąć sfałszowany podpis za inną osobę – i w zamian za ten podpis obiecuje wystawić lewe L4!… pic.twitter.com/XQUTSkrJoZ
Podpisy także w przedszkolu?
Warto dodać, że to nie pierwsza głośna sytuacja dotycząca chorzowskiego referendum. 7 kwietnia inicjatorzy inicjatywy poinformowali o złożeniu zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezydenta miasta. Chodzi o zwolnienie z miejskiego przedszkola nauczycielki a jej zaangażowanie w akcję.
Odnosząc się do oskarżeń, samorządowiec, podkreślił, że są "bezzasadne". Jak przekazał, kobieta "złamała prawo", ponieważ "zbierała głosy pod referendum w placówce oświatowej w godzinach pracy". - W momencie kiedy prezydent dowiaduje się o łamaniu prawa nie może tego faktu przemilczeć, dlatego też trzeba pamiętać, że zgodnie z ustawą referendach lokalnych i prawie oświatowym zbieranie podpisów w takich placówkach jest zabronione - oświadczył Michałek.