„Zarabiajmy i brońmy się” - tymi słowami można oddać sens przedstawionej przez Tomasza Sakiewicza idei wyemitowania dodatkowych obligacji przez Skarb Państwa. Papierów wartościowych, ze sprzedaży których państwo mogłoby pozyskać niezbędne środki do wzmocnienia potencjału obronnego kraju czy poprawienia infrastruktury krytycznej. I choć w podpisanej już w marcu przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawie o obronie ojczyzny wskazano, że Polska zwiększy wydatki na obronność (co najmniej 3 proc. PKB rocznie), to nadal mowa o wieloletnim procesie modernizacji armii.
Jeśli państwo wyemitowałoby obligacje na korzystnych warunkach, przy niemal zerowym ryzyku utraty środków, wielu mogłoby chętnie sięgnąć po taki instrument. W dodatku, że mowa o wspólnym celu - bezpieczeństwie Polski.
- Każde rozwiązanie, które może zwiększyć obronność, wydatki na ten sektor, jest dobre. Te konkretnie nawiązuje do historii, bo takie obligacje były emitowane w czasach II Rzeczpospolitej - mówi nam były wiceszef obrony narodowej Bartosz Kownacki.
Polityk wskazuje, że akcja „odwołuje się też do solidarności, nas wszystkich”. - W jakimś sensie każdy z nas mógłby mieć pewność, że - nie tylko przez podatki, a konkretną pożyczkę, obligacje - zwiększa polską obronność. Byłby to test na patriotyzm. Uważam, że to odpowiedziałoby na potrzeby części Polaków, którzy chcieliby wykazać się takim patriotyzmem. No ale przy okazji mogliby zarobić, bo obligacje byłyby dobrze oprocentowane, co w czasach kryzysu inflacyjnego i śmiesznych lokat bankowych jest korzystne. Można połączyć przyjemne z pożytecznym - uważa poseł PiS.
Przyznaje, że „dziś każdy obywatel może kupić obligacje Skarbu Państwa” i dodaje, że „to nieźle oprocentowane lokaty, w porównaniu do tego, co teraz proponują banki”. - Ludzie jednak tego nie wiedzą i nie potrafią się przyzwyczaić do tego, że można korzystać z takiego instrumentu finansowego - mówi nam. Dopytywany, czy brakuje akcji informacyjnej, tłumaczy:
„co jakiś czas mówi się o obligacjach, w przeszłości pojawiały się jakieś reklamy obligacji. Właściwie na niewiele się to zdało. Być może akcja ogólnonarodowego ruszenia, patriotyzmu, miałaby też ten pozytywny walor, że niezależnie od obligacji, które byłyby przeznaczone na obronność, Polacy zrozumieliby, że można nieźle zarabiać i nie jest to zarezerwowane wyłącznie dla banków”.
- Nie trzeba być zwolennikiem Prawa i Sprawiedliwości, by być zwolennikiem polskiej niepodległości, polskiej armii - mówi dalej.
Dopytywany o pożądane przeznaczenie potencjalnych środków, które zasiliłyby Skarb Państwa, wskazuje na dwa aspekty. - Będąc obecnie w zagrożeniu, musimy kupować szybko i dużo. Nie jest jednak tak, że zakupiony sprzęt dotrze do nas za dzień czy dwa. Na to się czeka. To jednak, co powtarzam, odkąd zostałem posłem, to że musimy stawiać na swój przemysł obronny. Podstawowa sprawa - bezpieczeństwo dostaw i serwisowania. W przypadku wojny, choć ćwiczymy to również na pandemii, łańcuchy dostaw są przerywane. Jeśli nie ma potencjału, przynajmniej w podstawowym zakresie, możemy stać się bezbronni. Państwo tej wielkości, które może mieć trzystutysięczną armię, a nie będzie mieć własnego przemysłu obronnego, to byłaby kompromitacja. Polska musi taki przemysł mieć - podkreśla Kownacki.
Zatem barierą jest brak pieniędzy? - pytamy na koniec i słyszymy:
„największą, choć nie jedyną”.
#GPC na weekend! 48 - stronicowa wersja rozszerzona o „Niecodzienną” i dodatek TV. W numerze https://t.co/7iE9eSE4SO.: ⁰
— GP Codziennie (@GPCodziennie) May 5, 2022
◾Opozycja blokuje fundusze dla Polski
◾Węgiel to dziś żyła złota ⁰◾Odpowiedź na gazowy szantaż Rosji
» https://t.co/QI25BDpO4Z
» https://t.co/igzSTqM8Vx pic.twitter.com/oK2dgdsllw