Były minister w rządzie Donalda Tuska Maciej Berek mimo braku wymaganego udowodnionego doświadczenia zawodowego został wybrany przez Sejm na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Następnie niezaprzysiężony wobec prezydenta Karola Nawrockiego złożył pseudoślubowanie w gabinecie Włodzimierza Czarzastego. Jeszcze tego samego dnia udał się do TK, gdzie ze względu na obiektywne przeszkody nie został dopuszczony do prac sędziów.
Nie przeszkadza mu to, by wraz z innymi niezaprzysiężonymi w obecności prezydenta sędziami, przebywać w pomieszczeniach Trybunału.
Podczas jednego z wywiadów Berek niemal przyznał, że ma wgląd w dokumenty. Bardzo szybko zorientował się, że to nie powinno paść publicznie i zaczął się wycofywać z tej wypowiedzi.
Ja widzę to, co jest w Trybunale. Częściowo, bo to są kwestie dokumentów, do których mają dostęp tylko ci sędziowie, którzy mają dostęp do tych rejestrów
- wycofywał się pokrętnie.
Berek wysprzęglił się, że niezgodnie z prawem ma wgląd w dokumenty TK, mimo tego, że nie został dopuszczony do orzekania przez prezesa TK. Sam to zauważył bo zaczął się tłumaczyć xD "Ja widzę to, co jest w TK. CZĘŚCIOWO, bo tylko część sędziów ma dostęp do tych dokumentów. Aż dziennikarkę przytkało xD Nic dziwnego, bo to oznacza, że wykorzystuje pozycję innych sędziów TK wybranych przez KO, którzy złożyli rzeczywiste ślubowanie wobec Prezydenta RP, w obecności Prezydenta Karola Nawrockiego, do czytania i przeglądania tych dokumentów, do których nie ma dostępu. Jego reakcja też jest znacząca, bo to, że zaczął się tłumaczyć, oznacza, że dobrze sobie zdaje sprawę, że łamie prawo.
— Max Hübner (@HubnerrMax) October 23, 2026
Wypowiedź wychwycił jeden z internautów, który ocenił, że "to oznacza, że wykorzystuje pozycję innych sędziów TK wybranych przez KO, którzy złożyli rzeczywiste ślubowanie wobec Prezydenta RP, w obecności Prezydenta Karola Nawrockiego, do czytania i przeglądania tych dokumentów, do których nie ma dostępu".
Oznaczałoby to, że Berek łamie prawo.