Tempo zmian jest błyskawiczne. Tony Blair czekał aż do 2007 roku (czyli do momentu, gdy przestał być premierem), by oficjalnie konwertować na katolicyzm, a obecnie premierem Wielkiej Brytanii został pierwszy wyznawca hinduizmu. „Jestem praktykującym hinduistą i w tym chcemy wychować nasze dzieci” – mówi Rishi Sunak. A swoją przysięgę wierności państwu i królowej składał on, trzymając w rękach świętą księgę hinduizmu Bhagawadgitę. Czy jest to zaskakujące? Nie. Wielka Brytania, a przecież nie ona jedna, nie jest już państwem i społeczeństwem chrześcijańskim, lecz wielokulturowym i wieloreligijnym, postchrześcijańskim raczej niż chrześcijańskim. Z danych statystycznych wynika wprost, że większość – 52 proc. Brytyjczyków – nie wyznaje już żadnej religii. Chrześcijan jest 38 proc., a regularnie praktykuje 5–6 proc. wszystkich mieszkańców tego kraju. W wielu miejscach chrześcijańskie świątynie, jeśli są żywe, to głównie dzięki migrantom, którzy wbrew nieustannym ostrzeżeniom wcale nie zasilają głównie wspólnot islamskich (muzułmanów jest według danych oficjalnych około 6 proc., wyznawcy innych religii niechrześcijańskich to 3 proc.), ale ratują trwanie katolickich i protestanckich kościołów. To zatem, że premierem został ktoś, kto nie wyrasta już z tradycji chrześcijańskiej, było dość oczywiste. Podobny, choć zapewne nie identyczny proces czeka nas także w Polsce. Nie, nie dlatego, że istnieje konieczność historyczna, tylko dlatego, że wielki proces migracyjny już dociera do Polski, a jako że będzie się on tylko nasilał (z powodu globalnego ocieplenia, kryzysu żywnościowego, kolejnych upadających państw i wreszcie sieci społecznościowej, która z Europy i Ameryki Północnej uczyniła synonim ziemi obiecanej), to coraz większą falą rzesze migrantów będą docierać także do naszego kraju.
Znak czasów
Pierwszy Brytyjczyk azjatyckiego pochodzenia i pierwszy wyznawca religii niechrześcijańskiej został premierem Wielkiej Brytanii. I nie ma co ukrywać, że jest to wydarzenie symboliczne.