Nawet jeśli jest tak głównie z przyczyn politycznych i wizerunkowych, Salvini z marca 2022 roku swojej młodszej o kilka lat wersji dałby zapewne po łbie za pomysł pozowania na placu Czerwonym w koszulce z wizerunkiem Putina. Do tego z tych kilku europejskich polityków, oskarżanych o proputinowskie sympatie, zachowuje się dziś najprzyzwoiciej, organizując pomoc i nie uciekając od przekazywania sympatykom i rodakom obrazu ukraińskiego dramatu i, co za tym idzie, rosyjskiego bestialstwa. Nieszczęsna koszulka jednak się za nim ciągnie, i co na to poradzić? Nic, chyba tylko robić swoje i za głupotę płacąc znoszeniem krytyki i odpłacając czynieniem dobra. Czy na pokaz, czy z serca, tego nie wiem i nie mnie to oceniać, chcę wierzyć, że to ten drugi powód. Włoskiemu politykowi podczas jego wizyty w Przemyślu dogryźć chciał prezydent tego miasta Wojciech Bakun, wręczając mu nową koszulkę z kremlowskim zbirem. Moim zdaniem szkoda, fajniej byłoby dać Putina przekreślonego lub naszego, z grafiką Korkucia, a tak trochę to małostkowe i pod publiczkę. Sam Bakun na pewno się w swoim mieście napracował i stanął na wysokości zadania, ale cóż, polityka to polityka. Jednak to nie przemyski epizod był dla mnie powodem, by pisać kolejny raz o Matteo Salvinim. Przeglądając jego Twittera, zauważyłem ciekawą rzecz. Gdy pisze o pomocy Ukraińcom, jest atakowany nie tylko za dawną sympatię do Putina, lecz także za to, że teraz pomaga, wcześniej zaś, w 2015 roku, pomagać nie chciał. Czyli dzieli uchodźców na tych dobrych i tych złych.
Przypomina to trwającą cały czas krytykę polskich władz za różnicowanie osób, chcących do nas przedostać się z Białorusi i Ukrainy. A więc schemat wszędzie jest ten sam i odwołuje się do tych samych emocji.