Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jacek  Liziniewicz
05.01.2024 07:00

Zamknąć świat

Często o tym zapominamy, ale w ostatnich latach znacznie została przesunięta granica wolności słowa. To, co jeszcze w 2014 r. skończyłoby się procesem i ostracyzmem, w roku 2024 nie budzi żadnych kontrowersji.

Wulgaryzmy stały się narzędziem języka parlamentarnego. Kto jest za to odpowiedzialny? Duża część z nas, ale przede wszystkim totalna opozycja, która na sztandary wciągnęła hasło „J…ć PiS”. To chamstwo służyło przede wszystkim jej. Niech pierwszy rzuci kamieniem zwolennik Donalda Tuska, który nie cieszył się na widok ośmiu gwiazdek na torcie urodzinowym Borysa Budki, albo wtedy, gdy obrażano dziennikarzy TVP. Dzisiaj role się odwróciły i wolność słowa kłuje. Gdy się jest ważnym ministrem albo premierem, to nie bardzo chce się słuchać mocnych słów pod swoim adresem. Wolność słowa władzy, sędziom i politykom już jest niepotrzebna. Dlatego też zaczyna się od takich pokazówek jak ta z Janem Pietrzakiem. Ma to być przykład i nauczka, że nie można już wszystkiego. Że trzeba się ograniczać. Znamy to. Przeżywaliśmy w przeszłości. Wolność słowa przetrwa. Jak nie w pierwszym, to w drugim obiegu.
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej