Ten jednak wykorzystał swoje możliwości w osobliwy sposób, a mianowicie namówił pana, by wystawił go w wyścigu hartów. Ostatecznym argumentem, gdy właściciel wątpił w możliwości łapek małego pieska, było stwierdzenie: „A widziałeś kiedyś gadającego jamnika?”. W każdym razie wyścig – na który człowiek ów postawił oszczędności całego życia – kończy się zgodnie z logiką. Jamnik po przebiegnięciu połowy trasy pada jak długi i ledwo zipie.
„Jamnik, k…a, co się stało?!” – krzyczy jego pan. „Nie wiem, Andrzej. Nie dałem rady”. Kawał przypomniał mi się, gdy dowiedziałem się, że ministrem klimatu i środowiska ma zostać Paulina Hennig-Kloska, a wspierać ją będzie Miłosz Motyka. Przerażenie miesza się u mnie z poczuciem rozbawienia. W tym resorcie bowiem, chciał nie chciał, krzyżują się jedne z najważniejszych spraw gospodarczych w naszym kraju. To tam decyduje się budowa infrastruktury. Ministerstwo to odpowiada za budowę atomu. Za zarządzanie surowcami. Za gospodarkę leśną i przemysł drzewny. Za łowiectwo, tak ważne dla rolnictwa. Za cały wielki dział zarządzania odpadami. Każda z tych dziedzin to olbrzymi taniec lobbystów. Przedsmak mieliśmy przy okazji ustawy wiatrakowej. Jak mawiał śp. prof. Jan Szyszko, środowisko to jeden z najważniejszych resortów gospodarczych. Trzeba mieć na niego pomysł.
Taki skład, jaki wystawił Tusk, jest skazany w zasadzie na spełnianie życzeń różnego rodzaju środowisk, które będą chciały rozgrywać swoje interesy.
Efektem będą straty dla Polski. Alternatywą jest to, co zawsze robią ludzie bez wiedzy i charakteru. Nie będą chcieli brać na siebie ciężaru decyzji. Na to również Polska nie ma czasu. Szkoda. Nas wszystkich.