Ileż nasłuchałem się o tym, że jestem miernym katolikiem i że Polska ma moralny obowiązek, aby przyjmować międzynarodowych tułaczy. Były szantaże emocjonalne. Przykłady wielkich migracji z historii Polski. Pojawiały się pomysły, by na granicy powstawały miasteczka kontenerowe i namiotowe. Trudno było na to odpowiadać. W idealnym świecie bowiem człowiek chciałby pomóc uchodźcom. Tym wszystkim biednym ludziom, którzy rzeczywiście szukają odmiany swojego losu. Problem jest jednak taki, że tym się różnią imigranci na granicy z Białorusią od Jezusa, że w pierwszym wypadku w podróż były zaangażowane służby specjalne, a w drugim sprawę ogarniał święty Józef przy pomocy aniołów i osiołka. Z tą oczywistością było się trudno przebić do zwolenników Tuska. Są oni impregnowani na zdrowy rozsądek. Myślą jak stado i idą za liderem. Bezrefleksyjnie. Jak się okazuje, jednak czas szantaży moralnych się skończył. Teraz wszyscy jesteśmy potworami. No, może z drobnymi wyjątkami, ale tych w przyszłości czeka albo medal, albo tytuł zdrajców.
W każdym razie neofici, którzy dołączyli niedawno do podgrupy cynicznych szowinistów, powinni przeprosić tych, których jeszcze niedawno poniżali.
Sygnał powinien dać Donald Tusk ze swoimi ludźmi, mówiąc wprost: myliliśmy się, bo nie mieliśmy pełnego obrazu sytuacji; osłabialiśmy Polskę i jej odporność na ataki; daliśmy się wykorzystać. Ale nic takiego się nie stanie. Politycy rządzącej koalicji mają wewnętrzny sprzeciw wobec prawdy. Odpycha ich ona jak diabła święcona woda. Między innymi to dlatego Łukaszence szło w latach 2021–2023 tak łatwo.
Śmierć żołnierza RP. #Kaczyński: W każdym demokratycznym kraju rząd podałby się do dymisji#TAKdlaBEZPIECZENSTWAhttps://t.co/DfBr7webAX
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) June 6, 2024