Dopiero włączając telewizję, można było ją dostrzec. Oto bowiem, gdy wchodziłem do wehikułu, widziałem kłopoty koalicji z obsadzaniem spółek, trwała wojna na Ukrainie, odbył się atak rakietowy Iranu na Izrael, a Polacy na południu walczyli ze skutkami powodzi. Tymczasem komentatorzy telewizyjni zajmowali się… tubkami. Jak się okazało – rząd również. Minister rolnictwa w trybie pilnym opuszcza posiedzenie, by natychmiast rozwiązać problem tubki z alkoholem. Wszyscy z siebie zadowoleni. No i Donald się nasrożył. Tylko rzeczywiście wyglądał staro, więc jednak nie zadziałało. Metody premiera pozostały niezmienne. I jak zawsze to bywa, usłużni dziennikarze biegają za rzucaną piłeczką. I jeszcze ogonami machają.
Wróciły tematy zastępcze
Wsiadłem do wehikułu czasu i przekręciłem pokrętło o 11 lat wstecz. Poprzednie próby były fiaskiem, ale tym razem wierzyłem, że się uda. Na początku jednak nie było widać zmiany.