Real Madryt zrobił historyczny błąd, sprzedając Cristiana Ronaldo. Nie da się zastąpić zawodnika, który strzela po 50–60 goli w sezonie – wieszczył były prezes madryckiego klubu Ramón Calderón tuż po sprzedaży CR7 do Juventusu. I choć poprzednik Florentina Péreza znany jest z kontrowersyjnych tez i przytyków w stronę obecnego sternika Realu, to trudno odmówić mu racji.
Sezon 2018/2019 był w wykonaniu hiszpańskiego giganta fatalny – w ciągu jednego marcowego tygodnia klub odpadł z walki o Puchar Króla, ligę hiszpańską i Ligę Mistrzów. Ukojeniem dla kibiców Królewskich miał być powrót na ławkę trenerską Zinedine’a Zidane’a. Gracze Realu jednak nie pokazali, że zależy im na dalszej współpracy z Francuzem. Zawodzili, brakowało im motywacji w meczach o pietruszkę późną wiosną. Jasne się stało, że praca w biurach przy Avenida de Concha Espina latem będzie wytężona. Mało kto jednak spodziewał się tego, że Pérez ruszy natychmiast do działania i jeszcze w czerwcu ściągnie potężne wzmocnienia kadry.
Dwa składy. Zmiennicy na wagę tytułów
Już w trakcie sezonu Real zakontraktował znakomicie rokujących piłkarzy: 18-letniego skrzydłowego Rodrigo z ligi brazylijskiej i Édera Militão, który wyróżniał się jako obrońca Porto. Punkt kulminacyjny gorączki transferowej przypadł na początek czerwca: Real zaprezentował Lukę Jovicia, Ferlanda Mendy’ego i Edena Hazarda.
„Zizou” naciska na bardzo konkurencyjną kadrę, w której zmiennicy będą pełnili ważną rolę. Strategia przyniosła sukces dwa lata temu, gdy Real dysponował składami A i B. Rezerwowi: Álvaro Morata, James Rodríguez, Pepe czy Mateo Kovačić, wielokrotnie pomagali na boisku w zdobyciu podwójnej korony – wygranej w lidze hiszpańskiej i Lidze Mistrzów. Teraz plany Realu są jeszcze ambitniejsze, wszak należy zmazać plamę po jednym z najgorszych epizodów w historii klubu.
Zidane ma do wydania fortunę, może do woli sprzedawać i stworzyć dwa konkurencyjne składy. Dwa lata trwała saga transferowa wokół Edena Hazarda. Belg błyszczał w Chelsea, zaliczył kapitalny mundial w Rosji. Wydawało się już rok temu, że kariera skrzydłowego zostanie uwieńczona grą w białej koszulce. Hazard postanowił zostać w Chelsea, Pérez natomiast postawił na starą kadrę bez Ronaldo. O bramki i asysty mieli zabiegać ci, którzy wyszliby z cienia Cristiana. Pomysł okazał się klapą, a takiego Hazarda – szybkiego, znakomicie dryblującego i przede wszystkim imponującego wynikami – zabrakło w składzie.
Na prezentacji Edena Hazarda zjawiło się ponad 50 tys. kibiców. Real nie robił wielkich zakupów od 2014 r., gdy sprowadzono Jamesa Rodrígueza za 80 mln euro. To był ostatni transfer „Galácticos” Florentina Péreza. W związku z dominacją w Europie Real stawiał na żelazny skład, który przecież tyle wygrał. Wzmacniał go jedynie dobrze rokującymi talentami. Okazało się jednak, że młodzież nie jest w stanie z marszu stawić czoła rywalizacji o miejsce w jedenastce z Modriciem, Kroosem czy Benzemą. Sergio Reguilón, objawienie w czasach katastrofy Realu w ubiegłym sezonie, jest wyjątkiem od reguły.
– Nie czuję się „Galácticos”, muszę zasłużyć grą na to miano – mówił po prezentacji dziennikarzom Hazard. Nie ma wątpliwości, że Belg odpali i będzie cieszył grą kibiców Realu i ligi hiszpańskiej. Skoro drobny atakujący sprawdził się w tak kontaktowej lidze angielskiej, to do bardziej technicznej pasuje idealnie. Kryzys w Realu wymagał wielkiego transferu i obietnica Péreza się ziściła.
Zakupowa wisienka na torcie: Mbappé czy Neymar?
Luka Jović to z kolei odkrycie Bundesligi – 17 goli w barwach Eintrachtu, zdobyty puchar Niemiec, a dodatkowo półfinał Ligi Europy i 10 trafień w tych rozgrywkach. Imponujący dorobek jak na 21-latka. Napastnik z Serbii może wkrótce zastąpić Karima Benzemę, choć niewykluczone, że „Zizou” postawi na dwójkę napastników z przodu.
Ferland Mendy jeszcze dwa lata temu grał na zapleczu ligi francuskiej, a w ostatnim sezonie zachwycił wszystkich na lewym boku obrony w Lyonie. 45 mln euro wydanych za 24-letniego defensora nie wydaje się wygórowaną kwotą. Zidane postawi na rywalizację między Marcelem a Mendym.
Na tym nie koniec. Jedną nogą w Madrycie jest Paul Pogba, który genialne mecze przeplata z fatalnymi. Gdy Pogba zakłada trykot Trójkolorowych, staje się czołgiem zmierzającym do bramki. W czerwonej koszulce najczęściej zawodzi, macha rękami, irytuje się na wszystkich wokół. Zidane zna potencjał środkowego pomocnika i zamierza wydobyć z niego to, co najlepsze. Pogba potrafi się zastawić, gra box-to-box, ma niekonwencjonalne ostatnie podanie. Epoka pary Modrić–Kroos zmierza ku końcowi, a Francuz jest kimś, kto według Zidane’a odmieni grę w środku pola Realu.
Wisienką na torcie transferowej ofensywy ma być ktoś z dwójki Kylian Mbappé – Neymar. Brazylijczyk to niespełnione marzenie prezesa Królewskich, Pérez jest gotowy wydać nawet więcej niż 200 mln euro, by go sprowadzić. Problem w tym, że Neymar popadł w poważne kłopoty w Paryżu – oskarżono go publicznie o gwałt, nikt nie ma wątpliwości co do egoistycznego podejścia do gry brazylijskiej perełki.
Neymar dzieli szatnię na grupki, traktowany jest na specjalnych prawach, co nie podoba się Mbappému. Sytuacja największej gwiazdy PSG skłania najlepszego francuskiego piłkarza do opuszczenia szejkowego okrętu. Mbappé od dziecka kibicował Realowi Madryt, słynne zdjęcie uwieczniło małego chłopca w pokoju obklejonym plakatami Cristiana Ronaldo. Mbappé może się wcielić w jego następcę, choć – jak przyznał Calderón – CR7 jest nie do zastąpienia. Mowa o kimś, kto strzelił więcej bramek dla madryckiego klubu od legendarnych Alfreda Di Stéfano czy Raúla.
Nie sztuka kupić, sztuka dobrze sprzedać
Zachłanne, ale przemyślane kupowanie to jedno. Real musi jednak pozbyć się tych, którzy zawiedli. W obecnych warunkach pewne byłoby odejście Garetha Bale’a. Strzelec historycznej bramki przewrotką z finału Ligi Mistrzów nie zamierza niczego Pérezowi ułatwiać. Walijczyk jest przede wszystkich zachwycony wysoką pensją (ok. 11 mln euro za sezon) i życiem w Madrycie. Jedynym klubem, który obecnie może mu zaproponować podobne warunki płacowe, jest Manchester United. Kolejny problem wiąże się z ceną – Real chce odzyskać to, co wydał na Bale’a w 2013 r., czyli ok. 100 mln euro. Kto rozsądny wyda takie pieniądze na gracza, który częściej odwiedza gabinety lekarskie od piłkarskiej murawy?
Niepewny jest los Keylora Navasa. Kostarykański bramkarz nie może się pogodzić z rolą zmiennika dla Thibauta Courtois. Golkiper żąda opłacenia dwuletniego kontraktu, jaki pozostał mu w Realu, i transferu za darmo.
Na wylocie są Mariano, Marcos Llorente, Kovacić, James Rodríguez i Nacho. Szykuje się arcyciekawe lato nie tylko w Realu. Trzęsienie ziemi w Madrycie wywoła ruchy innych klubów, nad którymi oczywiście nie wisi widmo kar od UEFA za przekroczenie finansowego fair play. Wzmacniać się będą z pewnością Bayern Monachium, Juventus Turyn, a Barcelona prowadzi rozmowy z Antoine’em Griezmannem. Święty spokój spośród mocarzy ma tylko Liverpool Jürgena Kloppa, który fetuje zwycięstwo w Champions League.