Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Piotr  Lisiewicz
30.09.2024 07:00

Wielka mowa sędziego Kapińskiego

Było coś przejmującego w grobowej ciszy, która zapanowała po tym, jak prezes Izby Karnej Sądu Najwyższego sędzia Zbigniew Kapiński wygłosił uzasadnienie decyzji w sprawie prokuratora krajowego Dariusza Barskiego. Cisza była jak makiem zasiał.

Nikt nie zadał żadnego pytania. Mowa trwała 45 minut i padły w niej słowa: „Jeżeli starzy sędziowie będą uchylać orzeczenia i status nowych sędziów, a nowi będą podważać status starych sędziów, to stracimy własne państwo”. Gdy sędzia Kapiński wypowiadał zwykłe formułki w rodzaju „w ocenie Sądu Najwyższego”, czułem ciarki, jakby za chwilę polskiego sądu miało nie być. Gdyby obejrzeć tę mowę bez dźwięku, to dostrzeglibyśmy rzecz w sądach III RP niespotykaną. Otóż Kapiński miał marsową minę, niczym prawdziwy sędzia z prawdziwego sądu, przejmujący się tym, o czym rozstrzyga. Pewnie sędzia Kapiński to człowiek nie całkiem z mojej bajki, jaką była III RP. Ale ta mowa była ostrzeżeniem, że za chwilę możemy się stoczyć w coś gorszego. Coś, czego nie było tu od 35 lat. Stąd przejmująca cisza po słowach „Zamykam posiedzenie Sądu Najwyższego”. Brzmiących jak „Zamykam Polskę”. Czy to jest rozstrzygnięte? Nie jest. Wszystko zależy od nas.
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej