Zresztą sam Donald Tusk w Sejmie retorycznie pytał o to, jakim alfabetem był pisany scenariusz tych zdarzeń. Przez półtora roku (!) nominowani przez PO-PSL szefowie służb robili wszystko, aby udowodnić wersję zagranicznego spisku. Nie udało się, bo była to kompletna bzdura, pompowana na potrzeby PR-owego wybielania rządu Tuska. W końcu lepiej obwieścić wszem wobec, że zostało się pokonanym w wyniku spisku obcego wywiadu niż kilku kelnerów i jednego biznesmena. Dziś cztery lata po wybuchu afery taśmowej sprzyjające rządowi PO-PSL media najpierw wskazują na rzekome sprawstwo kierownicze ludzi PiS, a teraz wracają do wersji rosyjskiej. Niektórzy naprawdę żyją w oparach absurdu.
W oparach absurdu – kilka słów o aferze taśmowej
Gdy wybuchała afera taśmowa, ówczesny premier Donald Tusk miał pełnię władzy nad służbami specjalnymi, które nadzorował w jego imieniu Bartłomiej Sienkiewicz. Od początku kręgi rządu PO-PSL starały się lansować tezę, że za procederem nagrywania najważniejszych polskich urzędników w warszawskich restauracjach stoi obcy wywiad, w domyśle rosyjski.