Gdyby istotnie chodziło o ochronę przyrody, to Unia Europejska ustaliłaby większe restrykcje tam, gdzie problem jest większy, czyli na zachodzie UE. Tak jednak nie jest. Wszelkie „proekologiczne” inicjatywy Komisji Europejskiej mają de facto zwiększać przewagi Zachodu. Tam będzie się kumulowało bogactwo. A my w Europie Wschodniej mamy być dostarczycielami siły roboczej i łatać demografię tamtejszych społeczeństw. Widać to było w logice ograniczenia używania pestycydów. Polska zużywa 2,1 kg substancji czynnej na hektar przy średniej UE 3 kg. W tym samym czasie Holandia zużywa aż 8,8 kg tych środków. Jaki więc był pomysł KE? Nie taki, by Holandia zeszła do poziomu Polski, lecz aby wszyscy ograniczyli zużycie o 50 proc. Po rewolucyjnej zmianie Holendrzy nadal używaliby więcej chemii, niż w Polsce stosujemy obecnie. I tak z każdym pomysłem. Wszyscy równi, ale bogaci – uprzywilejowani. UE dwóch prędkości w praktyce.