Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
08.07.2019 19:47

Unijna rozgrywka trwa

Stało się! Polska zainicjowała akcję, która zablokowała kandydaturę Fransa Timmermansa na stanowisko szefa Komisji Europejskiej. To polski rząd z premierem Mateuszem Morawieckim zbudował koalicję, która okazała się wystarczająco silna, aby to zrobić. Gdyby nie polski opór, nawet sarkające na tego kandydata rządy państw naszego regionu pewnie uległyby woli kanclerz Angeli Merkel i prezydenta Emmanuela Macrona.

Mamy do czynienia z nowym rozdaniem w Unii Europejskiej. Tak, tutaj czas teraźniejszy jest lepszy niż czas przeszły, bo decyzje, które zapadły na dramatycznym szczycie unijnym w Brukseli, dopiero teraz będą wcielane w życie.

Unijny mecz jeszcze potrwa

Ostatnia z nich, wybór belgijskiego premiera Charles’a Michela na szefa Rady Europejskiej nastąpi pod koniec roku, 1 grudnia. Trochę wcześniej, 1 listopada, zostanie wybrany nowy prezes Europejskiego Banku Centralnego z siedzibą we Frankfurcie nad Menem. Tam Włocha Mario Draghiego zastąpi Francuzka Christine Lagarde.

Parlament Europejski w dniu, w którym piszę te słowa, czyli 3 lipca, wybrał nowego przewodniczącego. I tu rzecz ciekawa. Oto bowiem socjaliści, którym na szczycie w Brukseli przypadło to stanowisko, zaprotestowali przeciwko decyzji Rady Europejskiej. Szefowie rządów państw członkowskich UE zdecydowali, że nowym przewodniczącym europarlamentu będzie były premier Bułgarii Sergej Staniszew. Jednak wpływy Europy Zachodniej i Południowej we frakcji socjalistycznej w PE okazały się silniejsze niż wpływy naszego regionu Europy i szefem europarlamentu został w II turze głosowań David Sassoli.

Skądinąd ów ekspremier Bułgarii Sergej Dmitriewicz Staniszew, niedoszły szef europarlamentu, przez pierwsze 30 lat swojego życia był obywatelem… Związku Sowieckiego (!), a następnie Federacji Rosyjskiej. Urodzony w Chersoniu (ZSRS) nad Dniestrem na południu Ukrainy obywatelstwo bułgarskie przyjął dopiero w 1996 r. Skończył zresztą Państwowy Uniwersytet w Moskwie. Nie był pierwszym mieszkańcem Chersonia, który został premierem innego państwa niż Ukraina. Był nim Mosze Szaret, drugi szef rządu Izraela po Davidzie Ben Gurionie.

Groźby socjalistów

Nowy przewodniczący Parlamentu Europejskiego Włoch David Maria Sassoli zastąpi innego Włocha Antonio Tajaniego. Obu łączy to, że byli dziennikarzami i prezenterami telewizyjnymi. Tyle, że Tajani zdążył być jeszcze dwukrotnym komisarzem – reprezentantem Italii w Komisji Europejskiej, a także jej wiceprzewodniczącym, a 63-letni Sassoli niemal wprost od prowadzenia głównego wydania dziennika telewizyjnego w RaiUno przesiadł się w 2009 roku na fotel europarlamentarzysty. Współpracowałem z nim przez cztery lat w prezydium europarlamentu: miły, spokojny, daleki od nawracania bliźnich na lewicową modłę, gonił mnie kiedyś przez całe lotnisko Zaventem w Brukseli, bo niechcący wziąłem z taśmy jego walizkę, a nie swoją, bardzo podobnie wyglądającą, ale nawet w tej sytuacji wykazał stoicki spokój i poczucie humoru. Tyle, że zdecydowany zwolennik sprowadzania imigrantów spoza Europy.

Jeśli w środę 17 lipca, a więc już w przyszłym tygodniu, Niemka Ursula von der Leyen uzyska większość głosów w PE, to zostanie pierwszą w historii kobietą na stano-wisku przewodniczącego Komisji Europejskiej. Nie jest jednak wcale pewne, że tak się stanie. Rozpoczęty z 3,5-godzinnym opóźnieniem niedzielnym szczytem polityczny europejski mecz trwa w najlepsze. Socjaliści odrzucili już uzgodnionego przez Radę Europejską kandydata na szefa europarlamentu, a teraz przewodnicząca frakcji Socjalistów i Demokratów w PE, Hiszpanka Iratxe Garcia Pérez zapowiedziała wprost, że będą głosować przeciwko kandydaturze Niemki na przewodniczącą Komisji Europejskiej. Tymczasem do takiego wyboru minister w kolejnych rządach Angeli Merkel – jest w nich od 14 lat, w tym od sześciu jako szefowa resortu obrony – potrzeba połowy obecnych na sali posłów: tej większości nie stworzą nawet połączone siły Europejskiej Partii Ludowej, naszej frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów oraz liberałów. Oczywiście, jeśli chadecy poproszą nas o takie wparcie...

Przy braku poparcia socjalistów może się okazać, że trzeba szukać kolejnego kandydata. Lewica na pewno nie będzie chciała wypowiadać otwartej wojny chadecji i nie zgłosi własnego kandydata, skoro sama otrzymała stanowisko szefa europarlamentu. Jednak tak jak Bułgara zamieniono na Włocha, tak można zażądać wymiany Niemki na kogoś innego. Czy taki scenariusz się sprawdzi, zobaczymy już za dziewięć dni.

Von der Leyen zależy od polskich głosów

Nie zapeszając, warto więc powiedzieć kilka słów więcej o niemieckiej polityk, która ma dużą szansę, ale jeszcze jednak nie pewność zostania pierwszym – po równo półwieczu! –niemieckim szefem Komisji w Brukseli. Pierwszym, a jednocześnie pierwszym w historii Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (EWG) i Unii Europejskiej przewodniczącym Komisji Europejskiej był Walter Hallstein. Pełnił on swoją funkcję przez dwie pięcioletnie kadencje, rozpoczynając swą misję w 1959 r., a kończąc w 1969 r.

Ursula Gertrud von der Leyen z domu Albrecht (była córka premiera landu Dolna Saksonia) to jeden najbardziej doświadczonych polityków niemieckich – w gabinecie w Berlinie zasiada już 14 lat. Najpierw była ministrem do spraw rodziny, osób starszych, kobiet i młodzieży Niemiec (2005–2009) w pierwszym rządzie Angeli Merkel, zastępując Renate Schmidt. Następnie awansowała w listopadzie 2009 r. na ministra pracy i spraw społecznych (w miejsce Franza Josefa Junga). Wreszcie w trzecim i czwartym rządzie Merkel od grudnia 2013 r. pełni funkcję ministra obrony. O jej pozycji świadczy to, że była wymieniana jako potencjalna następczyni Angeli Merkel i na stanowisku szefa CDU, i w Kanzleramt. Przegrała tę rywalizacje z Annegret Kramp-Karrenbauer, ale może właśnie ta porażka przyniesie jej znacznie większe laury w Brukseli?

Jako minister oceniania była nieraz krytycznie. Niemiecka armia się zmniejsza, w dniach poprzedzających jej nominacje na szczycie w UE doszło do dwóch katastrof niemieckich samolotów wojskowych, wreszcie złośliwcy wypominali jej, że bardziej niż o uzbrojenie i morale armii RFN martwi się o... żłobki dla dzieci pracowników cywilnych i żołnierzy Bundeswehry (może nie ma w tym nic dziwnego, skoro jest matką siedmiorga dzieci, w tym dwojga bliźniąt).

Ma ona jednak jedną znaczącą zaletę w porównaniu z Fransem Timmermansem. Tamten, jako człowiek lewicy, ulega antyamerykańskiej fobii, znacznie zwiększonej za czasów Donalda J. Trumpa. Von der Leyen jest natomiast szczerym zwolennikiem bliskich więzów transatlantyckich i dawała temu wyraz przez ostatnie sześć lat jako minister obrony największego europejskiego członka NATO.

Gdy chodzi o Polskę, raz, korzystając chyba z niezbyt ścisłych informacji, wsparła publicznie opozycję w Polsce, z drugiej strony podkreślała, że parę jej dzieci studiowało w Polsce w ramach Erasmusa. Teraz jej los zależy w dużej mierze właśnie od polskich europosłów...
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane