Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
13.08.2018 19:23

Unia Europejska A.D. 2019

Tytuł jest nieco złośliwy, bo to „A.D.”, czyli „Anno Domini” – „roku Pańskiego” – w kontekście organizacji, która oficjalnie odrzuciła zapis o dziedzictwie chrześcijaństwa w preambule projektowanej konstytucji europejskiej, brzmi z jednej strony jak stwierdzenie faktu, a z drugiej – jak wyrzut sumienia.

Cóż, Unia kraje, jak jej materii staje. Ważne jest jednak, aby się zastanowić nad zmianami, które nastąpią na politycznej mapie Starego Kontynentu po przyszłorocznych wyborach europejskich. A mówimy o czymś, co jest bardzo nieodległą przyszłością: od wyborów do europarlamentu dzieli nas ledwie dziewięć i pół miesiąca. Ciekawe, że nie znamy jeszcze daty jesiennych wyborów samorządowych w Polsce, ale znamy już na 100 proc. termin elekcji do PE! Odbędzie się ona w ostatnią niedzielę maja A.D. 2019. To będzie prawdziwy weekendowy (bo wybory europejskie w niektórych krajach UE odbywają się również w sobotę) armagedon. Wiele paneuropejskich formacji politycznych znalazło się na równi pochyłej. Pytanie na dziś nie brzmi: „Czy stracą miejsca w europarlamencie?”, lecz: „Ile mandatów stracą?”.

Nowa Wiosna Ludów – tym razem w UE

Majowe wybory do Parlamentu Europejskiego poprzedza lipcowe ukonstytuowanie się Komisji Europejskiej. W KE trzęsienie ziemi będzie mniejsze, bo komisarzy delegują tam rządy państw członkowskich – w dużej mierze będą to kraje, w których wybory samorządowe czy parlamentarne w ciągu najbliższych dziewięciu miesięcy się nie odbędą. Jednak wiatr historii i tak wieje w Europie i nowa Wiosna Ludów jest faktem. Wybory parlamentarne w Austrii, we Włoszech, w Czechach, częściowo też w Holandii i we Francji, a także (zwłaszcza) prezydenckie w Austrii oraz we Francji pokazały, że głosowanie na formacje antyestablishmentowe jest stałą tendencją, a nie jednorazową żółtą kartką dla Brukseli. Ten ruch sprzeciwu wobec krajowych i europejskich elit ma niemal zawsze charakter nie tylko eurosceptyczny (co oczywiste), lecz także antyimigracyjny.
Od ogółu do szczegółu. Jak wygląda obecna polityczna euromozaika? W Parlamencie Europejskim prym wiodą chadecy – Europejska Partia Ludowa. Drugą siłą są socjaliści, trzecią – my, konserwatyści, czwartą – liberałowie. Potem idą Zieloni, postkomuniści (wraz z eurokomunistami i Nordycką Zieloną Lewicą) oraz głęboko podzieleni eurosceptycy. Kilka uwag: chadecy są coraz mniej chadeccy, czyli „chrześcijańska demokracja” ma charakter coraz bardziej historyczny, a coraz mniej rzeczywisty. Oddaje to artykuł z niemieckiej prasy sprzed góra 20 (!) lat, zatytułowany „CDU ohne C”, czyli „CDU bez C”. Tak, przymiotnik „christliche” – „chrześcijański” – od paru dekad, a zwłaszcza w ostatnim czasie, jest zdecydowanie bardziej ozdobą niż odwzorowaniem rzeczywistości.

Co do socjalistów, to na poziomie europejskim nie boją się oni używać swojego historycznego określenia, ale na użytek krajowy w wielu państwach członkowskich UE wolą występować jako „socjaldemokraci”, a nawet po prostu – tak jest we Włoszech – jako... „demokraci”! Dlatego też w europarlamencie druga co do wielkości frakcja używa skrótu SD, oznaczającego Socjalistów i Demokratów. Datuje się to od 2009 r., kiedy to grupę polityczną Postępowych Socjalistów zasilili właśnie Włosi z koalicji Drzewo Oliwne, której głównym członem była Partia Demokratyczna – mieszanina lewicowych chrześcijańskich demokratów i … postkomunistów.

Stracą chadecy i lewica

Tak jest hic et nunc – tu i teraz. Jak będzie natomiast od wiosny 2019 r.? Rzeczywiście, metafora z Wiosną Ludów tu pasuje. Z symulacji czynionych permanentnie w Europie Zachodniej, ale pod kątem całej Unii, przez ośrodki badania opinii publicznej wiadomo, że w przyszłorocznych wyborach do PE ciężkie straty poniesie Europejska Partia Ludowa. Ale jeszcze cięższe lewica... Ta ostatnia zanotowała polityczne klęski w sześciu krajach z rzędu: w Holandii, we Francji, w Austrii, Niemczech, Czechach i we Włoszech. We wszystkich tych państwa lewica rządziła (w czterech z nich jako partia numer jeden) lub współrządziła (w dwóch kolejnych). Teraz wszędzie jest w opozycji – poza Republiką Federalną Niemiec, gdzie i tak uzyskała najgorszy wynik od… 80 lat! To najlepiej świadczy o socjalistycznej „drodze wielkiego ześlizgu”, by użyć tu zapomnianego nieco określenia Józefa Mackiewicza. Na pewno znacząco zyskają konserwatyści, którzy w europarlamencie używają paradoksalnej z pozoru nazwy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Ten drugi człon pojawił się w 2009 r. – gdy nasza frakcja konstytuowała się w Brukseli z inicjatywy PiS, brytyjskich torysów i czeskiej rządzącej partii ODS (założonej przez późniejszego prezydenta Vaclava Klausa) – na żądanie Holendrów. Ich protestanckie ugrupowanie wolało pokazywać wyborcom, że reformuje Unię Europejską, a nie „tylko” broni tradycji. EKR (konserwatyści) zyska mimo straty 20 Brytyjczyków. Jednak już teraz, jeszcze przed nowym rozdaniem, zgłaszają się do nas europosłowie ze Szwecji, z Rumunii i Francji. Pierwsi i drudzy już zostali przyjęci.

Złe wieści dla obozu demoliberalnego

Jedyną formacją z głównej euroestablishmentowej trójcy, która w wyborach w maju 2019 r. może zyskać na tle pogrążonych w kryzysie Europejskiej Partii Ludowej (w której funkcjonują PO i PSL) i lewicy, są… liberałowie. Wiatr w żagle łapią bynajmniej nie dzięki kontrowersyjnemu i skrajnemu w swoim eurofederalizmie Guyowi Verhofstadtowi, lecz… prezydentowi Francji Emmanuelowi Macronowi (skądinąd też kontrowersyjnemu). Liczba mandatów w PE dla Zielonych i postkomunistów będzie zapewne zbliżona, choć większe nadzieje na wzrost mogą mieć wyłącznie ci pierwsi.

Kto będzie największym beneficjentem eurowyborów? To jasne i z góry wiadome. W górę pójdą akcje eurosceptyków – dziś spektakularnie podzielonych na frakcje Marine Le Pen (EFD – Europa Wolności i Demokracji) i współrządzącego dziś Italią Ruchu Pięciu Gwiazd oraz kolejnych Brytyjczyków z partii UKIP (Partia Niepodległości Wielkiej Brytanii). Sęk w tym, że w marcu, dwa miesiące przed wyborami, europosłowie z Londynu, zarówno euronegatywiści, jak i euroentuzjaści (lewica i liberałowie), opuszczą UE, a więc i instytucje takie jak europarlament. Zatem o integrację wśród przeciwników „eurobiurokratów” z Brukseli będzie teraz, po brexicie, zdecydowanie łatwiej. To zła wiadomość dla szeroko rozumianego obozu demoliberalnego.

Z perspektywy polskiej najważniejsze jest, że przyszły europarlament, niezależnie od ostatecznych wyników, które będziemy znali pod koniec maja A.D. 2019, będzie dużo bardziej przyjazny Polsce i znaczniej bardziej otwarty na polskie argumenty. Wiosna Ludów niemal automatycznie sprawi, że Rzeczpospolita przestanie być tarczą strzelniczą dla lewicy, liberałów czy chadeków.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE