Destabilizacja Ukrainy i wciągnięcie jej na dobre w rosyjską strefę wpływów będzie fatalne dla Polski i państw naszego regionu. Od kilku tygodni widać, iż ten scenariusz jest coraz bardziej prawdopodobny. I najpewniej nie dokona się on poprzez inwazję. Bo wbrew obiegowym opiniom Ukraina nie jest państwem upadłym, lecz krajem, który wydatnie posunął się do przodu na drodze do umocnienia swej niepodległości. Nie tylko na polu wojskowym, lecz także społecznym nasz wschodni sąsiad przeszedł długą drogę i wykonał pracę, której nie sposób nie dostrzec. Napaść zbrojna na Ukrainę, wbrew pozorom tworzonym przez niezwykle aktywną propagandę rosyjską, byłaby dla Moskwy operacją zarówno trudną, jak i kosztowną, a dodatkowo podbiłaby i tak silne antyrosyjskie nastawienie ogromnej części Ukraińców. Zatem na dziś najbardziej korzystnym scenariuszem dla Kremla – a być może jedynym realnie osiągalnym – jest destabilizacja. Najlepiej, rzecz jasna, z błogosławieństwem Zachodu, który zgodzi się na realizację takich działań, okraszając je wielkimi słowami o niezależności i poszanowaniu prawa. W tym kontekście wypowiedź prezydenta Zełenskiego, sugerująca dopuszczanie scenariusza referendów mających wskazać status Krymu czy Donbasu, brzmi wielce niepokojąco. Bo jeśli drogą do niszczenia państwa ma być wywoływanie w nim kryzysu, a potem rozwiązywanie go poprzez głosowanie mające moc realnego podważenia spoistości terytorialnej, to mielibyśmy do czynienia z groźnym precedensem. Rewolta w Donbasie nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek dążeniem do autonomii. Jest hybrydowym atakiem Federacji Rosyjskiej na ukraińskie państwo. Koniec, kropka. Dokładnie tak, jak niepokój na granicy polsko-białoruskiej nie ma w sobie za grosz elementu kryzysu humanitarnego. Jest działaniem sztucznym – zaplanowanym i realizowanym przez służby Mińska i Moskwy. Ukraina jest dziś poligonem Kremla, na którym testowana jest strategia odtwarzania strefy wpływów Związku Sowieckiego. Ewentualne powodzenie tych działań rozpocznie kolejne etapy operacji. Sęk w tym, że takie pobłogosławione przez świat zachodni akcje aneksyjne, jak choćby wspomniany scenariusz referendalny, wywołają w naszej części Europy potworny niepokój i destabilizację. Ukraina stanie w protestach czy nowych majdanach, jeśli władza w Kijowie ugnie się i wcieli w życie albo porozumienia mińskie, albo uruchomi dziś bliżej nieokreślony proces referendalny. Każdy z tych wariantów jest na rękę Putinowi. Każdy otwiera dlań nowe perspektywy działania. Świat u naszych granic wkroczył w etap chaosu. Wielkim wyzwaniem dla Polski jest umiejętne odnalezienie się w tej nowej, niepewnej rzeczywistości.
Ukraina. Czarne scenariusze
Rewolta w Donbasie nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek dążeniem do autonomii. Jest hybrydowym atakiem Federacji Rosyjskiej na ukraińskie państwo. Koniec, kropka. Dokładnie tak, jak niepokój na granicy polsko-białoruskiej nie ma w sobie za grosz elementu kryzysu humanitarnego.