Wydawało się, że to oczywistość, która nie powinna wzbudzać gorących polemik. Niestety, jest zupełnie inaczej. Opozycja, próbując złapać sondażowy wiatr w żagle, oskarża rząd niemal o zatrucie rzeki, stosując dokładnie taką samą strategię, jak w przypadku inflacji. „Przyklejenie” winy za kilkadziesiąt ton śniętych ryb do premiera Mateusza Morawieckiego nie jest metodą na rozwiązanie problemów, a toczeniem politycznej piany – stąd cała histeria wokół rtęci, której stężenie przekroczyło normę. Krytyka obiegu informacji w państwowych instytucjach, które ostrzegły szefa rządu dopiero 9 sierpnia, jest zrozumiała. Ale oskarżenia o celowe doprowadzenie do katastrofy przez polityków sprawia, że chyba jednak niekoniecznie na środowisku komuś tu zależy.
Tymi rękami wrzucili rtęć do Odry
Katastrofę na Odrze trzeba przede wszystkim zatrzymać, wyjaśnić, jak to się stało, że dochodzi kolejny raz w ostatniej dekadzie do wymarcia ryb – i to na niespotykaną dotąd skalę – a następnie wyciągnąć wnioski.