Chodzi o wojnę hybrydową, w której używa się nie tyle czołgów i samolotów, ile prowokacji, propagandy i dezinformacji. A że nasz kraj leży na linii frontu w na nowo odżywającym konflikcie Wschodu z Zachodem, to musiał stać się celem działań hybrydowych. Jesteśmy ważnym sojusznikiem USA, było więc wiadomo, że Władimir Putin i Alaksandr Łukaszenka, wrogowie obecnego ładu międzynarodowego, w końcu uderzą i w nas. I tak się właśnie stało. Uderzyli nie tylko za pomocą migrantów, ale przede wszystkim za pomocą propagandy. Niestety, ochoczo podchwytywanej przez wielu polskich celebrytów. Wszyscy musimy zrozumieć, że skończył się czas, gdy można było mówić o zagrożeniu hybrydowym – wojna hybrydowa już trwa. Obecnie narzędziem osłabienia i podboju wroga równie często jak czołgi są media społecznościowe, infiltracja przestrzeni medialno-informacyjnej. Moskwa, także przy użyciu Łukaszenki, w ten sposób będzie próbowała osłabić, a może nawet podbić Polskę.