Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
,Tomasz Łysiak
26.07.2025 13:30

Szczebiot hiszpańskich arkebuzów na posiedzeniach rządu

„Pierwszy masowy ludobójca w dziejach” – mówił kiedyś o Hernanie Cortésie na antenie Polskiego Radia prof. Paweł Wieczorkiewicz. „Wyprawy konkwistadorskie Hiszpanów to zniszczenie znakomitej, rozwiniętej i niezwykle ciekawej cywilizacji indiańskich w Ameryce Środkowej i Południowej” – wyjaśniał dalej ten znakomity historyk. „Kat Meksyku” podbił Meksyk w 1519 roku, zdobywając stolicę Azteków Tenochtitlán. Zanim to uczynił kazał zatopić jedenaście statków, którymi przepłynął Atlantyk, tak by dowodzeni przez niego konkwistadorzy nie mieli drogi odwrotu. Poszli więc na całość – i wymordowali ludność azteckiego miasta Choluli, drugiego po stolicy pod względem wielkości w państwie Azteków. Do dokonania rzezi użyto wszelkiej możliwej broni – arkebuzów, kusz, mieczy. Według różnych szacunków miało zginąć od 5000 do 6000 ludzi.

Do tej postaci, w czasie konferencji zapowiadającej rekonstrukcję rządu, porównał samego siebie Donald Tusk, zaś swoich ministrów do konkwistadorów Cortésa. I zaraz też pokazał, że wymiana jednych „żołnierzy” na drugich ma zasadniczo jeden cel – morderczą walkę do końca. Ten się teraz sprawdzi, kto bardziej zajadły, kto ma mniej skrupułów i kto każe ścinać głowy bez mrugnięcia powieką. Czemu? Wszystko jest konsekwencją tego, co już się zdarzyło. Do tej pory jego „konkwistadorzy” nawyczyniali tyle złego, że po ewentualnej zmianie władzy mogą się spodziewać mocnego odwetu. Zamiast więc wycofać się, próbować łagodzić ton, idą na ostro, na totalną wojnę. Wszystko, co widzieliśmy przez ostatnie półtora roku to w porównaniu z tym, co nas czeka jedynie „rozgrzewka”. Dziwić może, co prawda, że Donald Tusk, pieszczoch europejskich liberalnych, progresywnych elit, porównuje się do znienawidzonego przez lewicę i demokratów rasisty, eksterminatora Indian i ludobójcy hiszpańskiego (za jakiego przecież uważa Cortésa intelektualny, lewicowy „Salon”). Cóż robić – najwyraźniej rola konkwistadora i kolonizatora mu odpowiada. Tyle, że trzeba wnieść małą poprawkę – kolonizatora przybywającego nad Wisłę nie w imieniu hiszpańskiego króla, lecz niemieckiego kanclerza. Ale co tam! Może być nowocześnie i w różnych językach: Herr nan Donald Cortés będzie gadać po niemiecku, a odpowiadać mu będzie z rządowych ław szczebiot hiszpańskich arkebuzów, już podsypywanych prochem, na potrzeby przywracania praworządności w państwie tubylców i autochtonów.

Reklama