To oczywiście sztuka i trzeba nad tym ciężko pracować. Problem w tym, że nie taki jest cel premiera. Najwidoczniej teraz chce on, na półtora roku przed wyborami, swoją wadę przekuć w zaletę i na tym braku sprawczości poprawić swój wynik wyborczy. Już słychać bowiem zaklęcia o tym, aby większość po 2027 r. była tak duża, żeby odrzucać weto Karola Nawrockiego. Temu ma również służyć budowanie podziału na antyeuropejczyków trzymających z Rosją i tych, którzy chcą integracji z Zachodem. Ta warstwa ma przykrywać prosty fakt: rząd Donalda Tuska nie potrafi być skuteczny w dziesiątkach małych spraw. Niezalenie od tego, czy będzie to ochrona zdrowia, czy odstraszanie niedźwiedzia w Bieszczadach. To rząd, który nie kupuje kamizelek kuloodpornych żołnierzom i ma jeszcze czelność udawać, że to wina opozycji. W zdrowej demokracji taki gabinet nie miałby sensu. W naszej polityce trwa, a jego zwolennicy krzyczą: „Precz z PiS”.
Szantaż zamiast sprawczości
W normalnej rzeczywistości sprawa z funduszem SAFE pokazywałaby, że rząd Donalda Tuska jest po prostu nieskuteczny. Obóz władzy nie umiał wyjść do Polaków z taką opowieścią, która przekonałaby 80 proc. społeczeństwa do jego argumentów.