Chodzi nie tylko o mocną tekę dla polskiego komisarza w nowej KE, ale też gwarancję dużego kawałka dla Polski unijnego tortu budżetowego na lata 2021–27. Ale może też np. gwarancje nieingerowania w nasze sprawy wewnętrzne, co w ostatnich latach Bruksela czyniła nie tylko wobec Polski rządzonej przez prawicę, ale także Rumunii i Słowacji rządzonych przez lewicę, Węgier rządzonych przez chadecję czy Czech rządzonych przez liberałów. To, czego opozycja w Polsce nie jest w stanie zrozumieć lub udaje, że nie rozumie, to fakt, że atakowanie naszego kraju przez niektóre organy UE to istotny, ale jednak fragment szerszego ataku na państwa naszego regionu. Czy wybór Niemki ograniczy napięcia między starą a nową Unią? Życie pokaże.