Awanturę obserwował z trybun prezes PZPN Cezary Kulesza, który po meczu jednak sprawy nie skomentował. Wydarzenia potępiły władze Lechii, ale to przecież klub jako organizator odpowiada za bezpieczeństwo na stadionie. Skoro ot tak wbiegło nań kilkunastu uzbrojonych osiłków, to znaczy, że coś nie działa i musi wrócić pytanie o stadionowe bezpieczeństwo.
Nie można jednak ulec pokusie uproszczeń, aby uznać wydarzenie tylko za incydent i przejść nad nim do porządku dziennego albo zrobić ze wszystkich kibiców chuliganów i obwinić za patologiczne zachowanie garstki osiłków.