Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Wojciech Mucha,
08.12.2017 18:50

Spokojnie, nie łapiemy pcheł

To już pewne. Zaskoczenia nie było. Znamy nazwisko osoby, która premierem Rzeczypospolitej w najbliższym czasie na pewno nie zostanie. To lider Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna. Poza tym wiemy niewiele. I chyba przyjdzie jeszcze poczekać.

W chwili gdy piszę ten tekst, zakończyło się akurat głosowanie nad wotum nieufności wobec rządu Zjednoczonej Prawicy. Wynik był z góry wiadomy – nic z tego. Schetyna wciąż nie będzie premierem, a opozycja po raz kolejny dała popis awanturnictwa.

Oczywiście, prawem opozycji jest zgłaszanie kolejnych wniosków – czy to o przerwę w obradach, czy to o wotum nieufności. Oba zresztą mają podobną siłę rażenia i podobny cel – przewlekanie obrad i wywoływanie awantur. Trochę się wyzłośliwiam – w demokracji opozycja jest konieczna jako recenzent i krytyk poczynań władzy. Cóż jednak począć, jeśli jedyną recenzją, jaką wystawia od dłuższego czasu, jest ta świadcząca o impotencji politycznej i organizacyjnej jej własnych przedstawicieli?

Spryciarze z PiS-u

Jednak oprócz podrygów opozycji dzieją się rzeczy ważniejsze. Prawo i Sprawiedliwość długie tygodnie skutecznie zawłaszcza debatę publiczną, grillując z każdej strony „rekonstrukcję rządu”. Partia rządząca skutecznie narzuca temat, o którym bez przerwy mówi się w telewizjach i pisze na łamach gazet, i którym żyją serwisy społecznościowe.

Z perspektywy marketingu politycznego to sprytne zagranie. Media i komentatorzy nie rozdwoją się przecież i zamiast rozmawiać o procedowanych właśnie ustawach o Sądzie Najwyższym czy Krajowej Radzie Sądownictwa, tracą paliwo na komentowanie hipotetycznych roszad personalnych.

Tyle że w całej sytuacji rysują się dla partii rządzącej trzy niepokojące sprawy. Po pierwsze, tego typu działanie ma tendencję do przegrzania. Po drugie, duża część elektoratu Prawa i Sprawiedliwości – i szerzej, Polaków – nie za bardzo rozumie, dlaczego mówi się o tym, że „rekonstrukcja” miałaby objąć właśnie stanowisko piastowane przez lubianą premier. I to jeszcze w sytuacji, gdy chwilę wcześniej wraz z zaufaniem większości parlamentarnej otrzymała w Sejmie od prezesa Jarosława Kaczyńskiego bukiet kwiatów.

Od plotek aż huczy

By to jednak zrozumieć, trzeba zajrzeć za kulisy władzy. Tu bowiem, za zasłoną „narracji i PR-u”, może zawrócić w głowie od ilości plotek i niepokojących sygnałów. I to jest problem trzeci – najważniejszy. Tylko w ostatnim tygodniu słyszałem o narastającym konflikcie między panią premier Beatą Szydło a wicepremierem Mateuszem Morawieckim. O konflikcie między tym ostatnim a ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą. O naciskach Pałacu Prezydenckiego na to, by ministrem obrony narodowej został Michał Dworczyk, obecny zastępca Antoniego Macierewicza. O nieuchronnej dymisji Witolda Waszczykowskiego. O tym, że wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński ma już, już zastąpić ministra transportu Andrzeja Adamczyka. Że poleci minister cyfryzacji Anna Streżyńska, a jej resort ulegnie wygaszeniu. O tym, że z resortem środowiska żegna się Jan Szyszko. I tak dalej, i tak dalej. Mówi się o tym, że dobrze postrzegana przez elektorat pani premier nie za bardzo odnajduje się w tych frakcyjnych potyczkach, będących niestety nieuchronnym kosztem władzy.

By to przeciąć, konieczne są decyzje. Przez jakiś czas utrzymywano, że premierem miałby zostać Jarosław Kaczyński, który po „ustawieniu do pionu niepokornych” miałby oddać stery właśnie Morawieckiemu (zdaniem osób „poinformowanych” miałoby to zapobiec wspomnianemu starciu Szydło–Morawiecki). Od ludzi pani premier słyszę z kolei, że jej odwołanie będzie oznaczało paraliż prac rządu, tym bardziej że „w ministerstwach od połowy grudnia do połowy stycznia nikt nie pracuje”.

Sporo tych plotek, prawda? I choć część z nich może być wyssana z palca, to pewne jest, że pojawiają się one od dłuższego czasu i nie wpływają dobrze na nastroje wśród samych ministrów. Nikt przecież nie lubi siedzieć na gorącym krześle, a pracować w takich warunkach to żaden komfort. Jeśli więc nawet owe plotki i domysły są tylko w części prawdą, najwyższy czas, by konkretnymi politycznymi decyzjami zakończyć ten ferment. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że może to zrobić jedynie Jarosław Kaczyński. Niezależnie od tego, jaką decyzję podejmie, czas na nią najwyższy.

Tylko prezes

I tak obserwując wczorajsze wydarzenia w Sejmie, nabierałem przekonania, że sprawa rozstrzygnie się już w czwartek. Gdy jednak ustami prof. Ryszarda Terleckiego PiS zapowiedziało, że szczegółów doczekamy się w przyszłym tygodniu, przez newsroom „Codziennej” przebiegł pomruk niezadowolenia. Odwlekanie spraw w nieskończoność potęguje wrażenie, że pożar rzeczywiście zaczyna ogarniać sfery rządowe i partyjne, a co więcej, że nie sposób go łatwo ugasić. Terlecki dał jednocześnie do zrozumienia, że zmiana w fotelu premiera jest możliwa. Rząd ma się zająć gospodarką, a to – jak stwierdził – wymaga jego „przeorganizowania”. Terlecki dodał, że ewentualny wybór Mateusza Morawieckiego na stanowisko premiera byłby „naturalny”. Skoro tak, to na co czekać?

Ale z drugiej strony medialne ciśnienie jest czymś, co można jeszcze zbagatelizować, tym bardziej że opozycja jest zdolna złożyć jedynie wniosek o przerwę, a z ubiegłorocznych ulicznych protestów pozostały jedynie wspomnienia i pusty namiot KOD-u vis-à-vis Kancelarii Premiera. Jeśli więc rzeczywiście zmiany mają być na tyle kluczowe, że nie skończy się na przypudrowaniu i ubraniu w lepszy garnitur kilku polityków drugiego szeregu, to pośpiech nie jest tu najważniejszy i bynajmniej niewskazany. Niezależnie więc od tego, czy premierem pozostanie Beata Szydło, czy też stery władzy obejmie obecny minister rozwoju Mateusz Morawiecki, czy też wszystkich zaskoczy Jarosław Kaczyński, „biorąc sprawy w swoje ręce”, decyzję należy podjąć i ogłosić, oraz – co być może najważniejsze – uzasadnić. Elektorat Prawa i Sprawiedliwości jest ufny, ale gdy się porozmawia z ludźmi, można zauważyć, że nie będą oni tolerowali ani prób oszustwa, ani mydlenia oczu.

Cierpliwie czekajmy

Jaka będzie decyzja komitetu politycznego PiS-u? Nie wiemy. Ważne jednak, że premierem nie będzie ani Grzegorz Schetyna, ani Ryszard Petru, ani Paweł Kukiz. W polityce nie ma Radosława Sikorskiego, nazywającego panią premier „wrednym babsztylem”, Donald Tusk ogranicza swoją aktywność do wstawiania się za generałami Pytlem i Noskiem. Szczęśliwie wszystko, co istotne, rozstrzyga się bez udziału ludzi, którzy udowadniają każdego dnia, że nie są zdolni do powagi – nawet w 150. rocznicę urodzin marszałka Józefa Piłsudskiego (tego dnia w Sejmie urządzili sobie hucpę). A to, przyznają Państwo, jest dobra wiadomość. Czekajmy więc spokojnie i z otwartymi umysłami.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE