O czym mówię? O oficjalnych przeprosinach, jakie słowacki rząd skierował do tysięcy romskich kobiet, które od lat 60 XX wieku do pierwszych lat wieku XXI zostały przymusowo wysterylizowane. Praktyka ta zaczęła się w latach 60. w okresie komunizmu, ale kontynuowana była także po roku 1991. Jej kresem było dopiero uchwalenie prawa o świadomej zgodzie w roku 2004, które uniemożliwiło naciskanie czy wykorzystywanie niewiedzy kobiet do wymuszania na nich sterylizacji. – Liczba skrzywdzonych w ten sposób kobiet wciąż nie jest znana, ale z pewnością były ich tysiące – zapewnia odpowiadająca w słowackich władzach za społeczność romską Andrea Buckova. Wiele z nich już nie żyje, ale odszkodowania za krzywdę należą się – co wynika z szacunków organizacji pozarządowych – przynajmniej dwustu osobom. Debata nad koniecznością przeprosin i zadośćuczynienia trwała na Słowacji od 2003 roku. To wtedy po raz pierwszy wspomniała o problemie pozarządowa Poradnia Praw Obywatelskich i Praw Człowieka. Słowaccy politycy unikali jednak jak ognia poruszania tego tematu. Sytuacji nie zmieniły także przegrane przez Słowację przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka sprawy, w wyniku, których przyznano odszkodowania ofiarom. I dopiero obecnie – po prawie dwudziestu latach – rząd jasno przyznał, że praktyki reżimu komunistycznego były niedopuszczalne i wyraził ubolewanie, iż stosowano je także w latach późniejszych, czyli już w niezależnej Słowacji. Ta sprawa pokazuje, jak niechęć do pewnych grup społecznych, jak ich postrzeganie wpływa na ślepotę na najbardziej podstawowe odruchy moralne. I warto nieustannie zastanawiać się, czy nasze lęki czy niechęci nie czynią nas ślepymi na inne zasady moralne?
Słowacja przeprasza
To ważna deklaracja. Ważna, bo uświadamiająca, jak praktyka prawna, a także głęboko zakorzeniona niechęć do pewnych społeczności może niszczyć moralne myślenie oraz budować system wrogi prawom człowieka.