Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Michał Rachoń,
16.06.2019 17:34

Samorządowcy z komunistami zjednoczeni w mercedesie Cioska

4 czerwca w Gdańsku miał się urodzić nowy ruch polityczny. Przegrane przez Koalicję Europejską wybory do europarlamentu nieco utrudniły ten plan, ale nie na tyle, aby zrezygnować z ambitnego celu, który Grzegorz Schetyna określił, mówiąc, że pomysł na pokonanie PiS gdzieś jest, „tylko trzeba go dobrze znaleźć i wiedzieć, z kim go szukać”.

Ponieważ stara miłość nie rdzewieje, jasne jest, że do pomocy w poszukiwaniach zgłosił się apolityczny jak zawsze, stary przyjaciel Grzegorza Schetyny – przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Ten w czasie wiecu, przypominającego sfałszowane w 65 proc. wybory z 1989 r., poprosił wszystkich, aby „poszli śladem naszych bohaterów samorządu” i w wyborach jesienią urządzili przeciwnikom „powtórkę z rozrywki”. O sfałszowaniu wyborów sprzed lat zdecydowali w drodze negocjacji członkowie PZPR, generałowie sowieckich służb specjalnych, a także m.in. tajni współpracownicy tych służb, tacy jak noszący pseudonim Bolek Lech Wałęsa. Ponadto późniejsi liderzy ugrupowań takich jak Unia Demokratyczna, Unia Wolności, a w konsekwencji również Platforma Obywatelska. Ustalanie kształtu tak wybranego parlamentu w praktyce wyglądało w sposób, jaki niedawno zobaczyliśmy na nagraniu z biblioteczki Kiszczaka, na którym Stanisław Ciosek ładuje swoich interlokutorów do zielonego mercedesa, mówiąc: „Macie za mało samochodów? Jak powołamy ten parlament i podzielimy się władzą, to będziecie mieć piękne. Załatwimy”. Podczas obchodów okrągłej rocznicy wyboru tak pięknie zbudowanego parlamentu spotkało się trzech byłych prezydentów zbudowanej tam Polski. Tak się złożyło, że i komuniści, i tajni współpracownicy, i ludzie Unii Wolności mieli w tej trójce swoich reprezentantów. Wielu innych przedstawicieli tych środowisk w ostatnich wyborach uzyskało dzięki politycznemu talentowi Grzegorza Schetyny mandaty do europarlamentu. Nic więc dziwnego, że beneficjenci sfałszowanych w 65 proc. wyborów z 1989 r. wracają z tęsknotą do tamtych czasów i snują wizję powtórki tego politycznego sukcesu. Tak mniej więcej wygląda plan zdobycia władzy. Jednak jeszcze ciekawszy jest plan rządzenia, kiedy zjednoczeni z samorządowcami postkomuniści przejmą już władzę. W tej sprawie podpisane zostały dokumenty zwane „21 tez samorządowych”. A tezy nie są zbyt szokujące. Jak zwykle przy okazji pomysłów tego towarzystwa sprowadzają się do demontażu kluczowych instytucji państwa polskiego. Zjednoczeni z komunistami samorządowi czciciele sfałszowanych wyborów postulują np. likwidację Senatu. Tego samego, którego odtworzenie w 1989 r. uważają za wielkie osiągnięcie polskiej demokracji. To nie pierwsza obietnica likwidacji tego ciała, Donald Tusk bowiem obiecywał to już wcześniej, ale przecież wiadomo – dwa razy obiecać to jak raz spełnić. Nękani przez opresyjny system samorządowcy proponują też, aby zmienić instytucję nadzoru nad ich działaniami. Dziś jest to wojewoda – silny organ, który może zablokować każdą niezgodną z interesami państwa polskiego decyzję. W przyszłości ma być to organ nazwany „mieszkańcy”. Samorządowcy proponują, żeby przyznać im prawo ustalania wysokości podatków, a także uprawnienia do prowadzenia działalności gospodarczej. Po co ma ją zakładać żona burmistrza, skoro może sam urząd burmistrza. Wreszcie zjednoczeni z postkomuną samorządowcy zgodnie z tradycją Okrągłego Stołu żądają, żeby państwo polskie pozbyło się swojego majątku i przekazało go na rzecz… zjednoczonych samorządowców. Skoro po Okrągłym Stole tak dobrze udało się uwłaszczenie nomenklatury, może teraz choćby w połowie tak dobrze uda się uwłaszczenie samorządów. W dokumentach nie było natomiast nic o esbekach. I to mnie zaskoczyło. Dopiero gdy się chwilę zastanowiłem, stało się dla mnie jasne, że przecież takich rzeczy nie wpisuje się do dokumentów. O tym rozmawia się w zaufanym gronie. Nic więc dziwnego, że w trakcie jednej z debat towarzyszących festiwalowi rekonstrukcji sojuszu komunistów, ugodowców i tajnych współpracowników rzecznik praw obywatelskich upomniał się o ofiary transformacji systemowej, czyli… esbeków, którym kaczystowski reżim miał czelność odebrać emerytury, chociaż „państwo polskie w roku 1990 obiecało im”, że po weryfikacji będą mogli „tworzyć demokratyczne państwo, jego służby i policję”. I nikomu z obecnych przez gardło nie przeszedł krzyk. Jak to, do jasnej cholery, w 1990 r.? Przecież wtedy Polską rządził sfałszowany parlament zbudowany przy wsiadaniu do mercedesa tow. Cioska!
 

 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE