Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Grzegorz Wszołek,
03.02.2021 13:00

Ryzyko Bońka

Zbigniew Boniek, który dotąd narzekał na relacje z dziennikarzami sportowymi, nie tak wyobrażał sobie ogłoszenie nazwiska nowego selekcjonera reprezentacji Polski. Nazwisko Paula Sousy nikogo nie rzuciło na kolana, a więcej czasu poświęcono na dyskusję o kulisach zerwania kontraktu z Jerzym Brzęczkiem. Nieco lepsze wrażenie sprawiła za to sama prezentacja Portugalczyka.

Poza Markiem Koźmińskim – przyjacielem wyrzuconego trenera i najmocniejszym kandydatem do objęcia stanowiska prezesa PZPN – nie było zapewne w Polsce osoby, która nie ucieszyła się w duchu z nagłej rewolucji w kadrze. I to nie jest tak, że jako naród źle komukolwiek życzymy. Kadra narodowa niemal w każdym meczu zawodziła, grała bez stylu, a nawet jeśli wygrywała, to zazwyczaj na „styku”. Gołym okiem było widać niezdrową atmosferę, tak jakby ogarniała ją niemoc od czasów fatalnych mistrzostw świata w Rosji z 2018 r. Drużyna nie zrobiła jakiegokolwiek postępu – porównując pierwszy mecz z Włochami w Reggio Emilia w Lidze Narodów z łomotem, jaki sprawili goście Polakom na koniec rozgrywek, wszyscy mogli wysnuć logiczny wniosek, dokąd zmierzają nasi piłkarze. Widmo zwolnienia wisiało nad Jerzym Brzęczkiem od miesięcy. 

Szok i niedowierzanie

I nie sama decyzja o przyszłości selekcjonera zaskoczyła ekspertów – choć dymisja na niecałe pół roku przed Euro 2020 po wywalczonym awansie rzadko się zdarza – ale kulisy odwołania. Zbigniew Boniek podjął ryzykowną grę, działając w pojedynkę – bez konsultacji i zgody innych członków zarządu PZPN. Tłumaczył to prerogatywami prezesa związku i miał rację, wykazał brak zaufania do współpracowników. Boniek obawiał się o niekontrolowany wyciek do mediów, co stawiałoby Brzęczka w jeszcze gorszej sytuacji. 

Niejasne były też wyjaśnienia prezesa na temat przeprowadzonej rozmowy o nagłej zmianie w kadrze z Robertem Lewandowskim. W pierwszych relacjach Boniek twierdził, że zadzwonił do gwiazdy Bayernu Monachium jeszcze przed zakomunikowaniem swoich planów Brzęczkowi. Dopytywany o tę kwestię przez dziennikarzy sportowych, doprecyzował: – Teraz jak sobie przypomniałem. Do Roberta Lewandowskiego zadzwoniłem już po. Zarząd dał mi mandat do podjęcia decyzji jednoosobowo, więc z niego skorzystałem. Gdyby zarząd dowiedział się wcześniej, to za pięć minut wszyscy by o dymisji wiedzieli – tłumaczył Boniek. 

Później jeszcze raz zmienił wersję. Tym razem to Lewandowski dzwonił do prezesa PZPN, już po ogłoszeniu wieści o zwolnieniu Brzęczka. – Nie mam w zwyczaju konsultować i nie konsultowałem z piłkarzami, czy należy trenera zmieniać, czy nie, bo oni są od grania. Ale kapitan reprezentacji, który jest najlepszym piłkarzem świata, musi mieć z trenerem stosunki inne niż reszta drużyny – przekonywał Boniek, po czym przeprosił za zamieszanie. Nie omieszkał jednak porównać wypytujących go o szczegóły dziennikarzy do prokuratorów. Widać też było, że nie ma między nimi a gospodarzem konferencji chemii. Akurat na dobre relacje z mediami Boniek od 2012 r. nie mógł narzekać. Atmosfera zmieniła się jednak po katastrofalnym mundialu w Rosji. 

Brzęczek dyndał na płonącej linie 

Pierwszym zgrzytem, który sprawił, ze zaczęto kwestionować decyzje prezesa PZPN, był wybór Brzęczka po turniejowej katastrofie. Trener bez większych sukcesów w piłce nożnej, po zajęciu 5. miejsca z Wisłą Płock w sezonie 2017/2018, z marszu objął kadrę narodową. I to w sytuacji, w której ostrzono sobie zęby na zagranicznego fachowca z imponującym CV. Gdy polska reprezentacja grała słabo, pomijając kilka wyjątków, które można policzyć na palcach jednej ręki, Boniek nic nie robił sobie z krytyki. Zapewniał, że stoi murem za Brzęczkiem i nie planuje żadnej rewolucji. Powtarzał to od listopada ub.r., gdy kadrowicze skompromitowali się w potyczkach z Holandią i Włochami. Osiągnęli cel, jakim był awans na Euro 2020, ale dyndał na płonącej linie z widmem spadku z dywizji Ligi Narodów. Uratowały nas tylko dwie wygrane z Bośnią i Hercegowiną. W starciach z silniejszymi rywalami zabrakło pomysłu na grę, pressingu, odważnego ustawienia. 

Niewidoczne były też reakcje Brzęczka, który nie miał pomysłu na wykorzystanie znakomitej formy Lewandowskiego, ale też na połączenie ogniw w ataku. Czy podstawowym zawodnikiem kadry powinien być Arkadiusz Milik, wówczas pozostający bez gry w Napoli? Czy może Krzysztof Piątek z trudnymi początkami w Hercie Berlin? Grać systemem w dwójce snajperów czy z osamotnionym Lewandowskim? Mimo upływu miesięcy Brzęczek nie dał jasnych odpowiedzi. Wciąż za mało też znaczą w reprezentacji młode „wilczki” pokroju Przemysława Płachety, Jakuba Modera i Kamila Jóźwiaka. Mały plusik można przyznać wylanemu selekcjonerowi za to, że w ogóle ich dostrzegł i dał minuty.

Gwóźdź do jego trumny? Zdecydowanie autobiografia Brzęczka pod tytułem „W grze”. Trener przekonuje na łamach książki, że padł ofiarą hejtu, a Małgorzata Domagalik dostrzega w nim geniusz na miarę śp. Kazimierza Górskiego. Dziennikarka zatem zestawiła początkującego selekcjonera z dość przeciętną karierą w roli piłkarza z niekwestionowanym numerem jeden w historii polskiej piłki. Środowisko piłkarskie miało spory ubaw z publikacji, jednak trzeba pamiętać o tym, że cało z tej historii nie wyszedł też Boniek. A to z prostego powodu: udzielił kilku wypowiedzi do tej katastrofy wydawniczej na rynku książki. Choć wątek autobiografii nie pojawił się w komunikatach prezesa PZPN, to nie bagatelizowałbym go. Szczególnie bił po oczach radykalny stosunek do wskazówek Brzęczka, jaki w czasie meczu zaprezentował Lewandowski – ułożony, kulturalny i niesprawiający wcześniej problemów. Przebojem sieci stało się wymowne, dziewięciosekundowe milczenie kapitana w odpowiedzi na zadane pytanie dziennikarza o taktykę selekcjonera. Później tłumaczył, że konfliktu z Brzęczkiem nie ma, a trener sugerował rozdmuchanie afery przez media. 

Z deszczu pod rynnę? 

Boniek postawił na kolejnego fachowca bez wielkich sukcesów w branży. Do takich nie sposób zaliczyć mistrzostwa Szwajcarii czy Izraela. W piłce klubowej Paulo Sousa potrafił sprawić niespodzianki, eliminując Liverpool z Ligi Mistrzów przez FC Basel. Chwalono go za grę węgierskiego Videotonu. W Girondis Bordeux, które prowadził w sezonie 2019/2020, nie zawojował już francuskich boisk i odszedł w atmosferze skandalu – Portugalczyk prowadził dodatkowy biznes, czyli zagwarantował sobie procent od sprzedaży piłkarzy Żyrondystów. Pożegnano go bez żalu. 

Dość udany epizod zaliczył za to we włoskiej Fiorentinie, z którą zajął 5. miejsce w Serie A w sezonie 2015/2016. Wcześniej jednak drużyna trzy razy z rzędu zajmowała wyższą, bo 4. lokatę pod wodzą Vincenza Montelliego i dlatego trudno traktować Sousę w kategorii cudotwórcy. Poważniejsze sukcesy nowy selekcjoner reprezentacji Polski odnosił jako zawodnik, dwukrotnie podnosząc Puchar Europy w barwach Borussi Dortmund i Juventusu Turyn.

Sousa ma mało czasu na doprowadzenie reprezentacji do ładu, a ewentualne porażki na Euro 2020 spadną nie tylko na jego konto, lecz także prezesa PZPN. Boniek sporo ryzykuje – dziewięcioletnia kadencja na stanowisku będzie oceniana głównie przez pryzmat decyzji personalnych i występów kadrowiczów podczas mistrzostw Europy. Nie jestem przekonany, czy weryfikacja okaże się dla niego pozytywna, ale wspomniana nadzieja to jedyne, co pozostaje kibicom reprezentacji Polski.
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE