Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Katarzyna Gójska,
10.10.2022 10:04

Pułapka demobilizacji

Ryzyko eskalacji, która w jakimś wymiarze dotknie i nas, jest dziś znaczące, a nie marginalne. Musimy jako społeczeństwo mieć tego świadomość, wówczas łatwiej zrozumiemy genezę kryzysu energetycznego, powody inflacji i będziemy odporniejsi na dezinformację rosyjską żerującą na bolączkach dnia codziennego.

Wysadzenie gazociągów NS i spektakl z przyłączeniem do Federacji Rosyjskiej czterech obwodów Ukrainy to wydarzenia, na które należy patrzeć łącznie. Pierwszy jest komunikatem Kremla, że jest gotów na wyprowadzenie działań wojennych poza terytorium naszego wschodniego sąsiada, drugie jest jakby wskazaniem minimalnej ceny uspokojenia sytuacji. Mówiąc wprost, najpewniej za zgodę na dokonaną aneksję i jakąś formę międzynarodowego jej uznania Moskwa byłaby gotowa zatrzymać działania wojenne. Putin zatem straszy i jednocześnie wskazuje, co go może powstrzymać. Liczy na naiwność Zachodu, zmęczenie i lęk jego społeczeństw, panikę przed groźbą niewyobrażalnego kryzysu wywołanego ewentualną pozaukraińską eskalacją lub użyciem broni masowego rażenia na samej Ukrainie. Sęk w tym, iż wiadomość z Moskwy, choć za zachodnią granicą Polski może być postrzegana jako ewentualność dająca szansę na wyciszenie, jest kolejną manipulacją. Pułapką, w którą świat zachodni nie może wpaść.

Jakiekolwiek uznanie przynależności czterech obwodów do Rosji czy spacyfikowanie Kijowa do wejścia na ścieżkę godzenia się z tym faktem (choć to byłoby koszmarnie trudne do wykonania, bo Ukraińcy zmiotą z powierzchni ziemi każdą władzę gotową nawet na rozważenie takiego scenariusza) będzie otwarciem kolejnej wojny, być może jeszcze bardziej niszczącej. Dziś nie mamy innego wyboru, niż okazać Kremlowi bezwzględnie konsekwentny opór, bo jego koszt będzie i tak mniejszy niż ugodowość. Ale na to trzeba przygotowywać obywateli. Sytuacja jest dziś na tyle poważna, iż dalsze zapewnianie o absolutnym bezpieczeństwie może przynieść więcej szkód niż pożytku. Polakom trzeba dać szansę na dobre zrozumienie sytuacji, bo paradoksalnie właśnie to uchroni ich przed paniką. Prawda jest taka, że nie jesteśmy dziś bezpieczni. Jesteśmy zabezpieczeni tak dalece, jak umożliwiają nam to zawarte sojusze i działania podejmowane przez instytucje państwa. I tu trzeba uczciwie powiedzieć, iż rząd wykonał na tym polu wielką pracę.

Największą po odzyskaniu niepodległości. Ale to nie oznacza, że nic nam nie grozi. Ryzyko eskalacji, która w jakimś wymiarze dotknie i nas, jest dziś znaczące, a nie marginalne.

Musimy jako społeczeństwo mieć tego świadomość, wówczas łatwiej zrozumiemy genezę kryzysu energetycznego, powody inflacji i będziemy odporniejsi na dezinformację rosyjską żerującą na bolączkach dnia codziennego. I z tej perspektywy krytycznie oceniam uciekanie rządu od sygnalizowania realności zagrożenia. Kompletnie odrzucam argument, że byłoby to sianie paniki czy strachu. To bzdura. Panikę sieją przekazy kolportowane przez kremlowską propagandę i totalną opozycję, która, używając określenia rzecznika departamentu stanu wobec Sikorskiego, jest jej funkcją. Im wyższą świadomość potencjalnych niebezpieczeństw będą mieli Polacy, tym lepiej będą przygotowani na zmierzenie się z nimi i tym lepiej będą rozumieć konsekwencje rosyjskiego rozboju. 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane