Jeżeli ktoś myśli, że świat opisany w serialu „Ranczo” odszedł już w niepamięć, a w rzeczywistości social mediów nie ma już racji bytu, to uprzejmie donoszę: jest gmina w Polsce, w której tradycja wójta Kozła trwa. Położona pod Radomiem gmina Klwów przez 18 lat była rządzona przez Piotra Papisa z PSL. Mówimy o stolicy polskiej papryki. Gmina liczy około 3500 mieszkańców, a jej budżet wynosi około 35 mln zł. Mieszkańcy to głównie rolnicy. Ludzie twardo stąpający po ziemi i ciężko harujący na każdą złotówkę. Piotr Papis został jednak wójtem i tak sobie wszystko ustawił, że jest prawdziwym królem życia. Wielkie śledztwo zrobiła o tym „Gazeta Wyborcza”, która opisała, na jakiej zasadzie działa Zajazd Lwowski, w którym można w weekend zorganizować wesele, a w którym na co dzień działa opłacany milionami złotych Zakład Aktywizacji Zawodowej. Każdy może sobie zobaczyć, do jakiego majątku może dojść obrotny wójt działający na styku prywatnego biznesu i polityki. Nie do końca o tym chciałem napisać. Bo oto wójt Kozioł… Przepraszam. Wójt Papis realnie wystraszył się dwukadencyjności. Postanowił więc, że w wyborach va banque i wystartował na radnego sejmiku. Oczywiście wygrał. Zgadnijcie jednak, czy zrezygnował z pracy w gminie Klwów? Oczywiście, że nie. Został kierownikiem Referatu Zarządzania Zasobami Ludzkimi i Rozwoju Gminy.
Dostał też podwyżkę. Według oświadczenia majątkowego w 2024 roku osiągnął przychód 371 tys. zł. Gdy odejmie się zarobek za czas wójtowania, wychodziłoby, że od maja do grudnia wyciągał on z urzędu 34 tys. zł miesięcznie. Przy nim prawdziwym biedakiem jest Rafał Trzaskowski, który odpowiada za miasto z 800-krotnie większym budżetem. Obawiam się, że Klwów jest PSL-owskim start-upem i w przypadku braku zniesienia dwukadencyjności takich kierowników będzie mnóstwo. To jedyny argument za tym, żeby rozważyć zniesienie limitów. Sam Papis znikł z listy radnych. Ponoć skazany prawomocnym wyrokiem za sprawę z 2012 roku.