Z podobnego założenia wyszedł swego czasu Ingvar Kamprad, twórca sieci Ikea, który w sklepach meblowych zaczął tworzyć restauracje zarówno z hot dogami, jak i ze szwedzkim jedzeniem. Hot dog podawany w sklepie od lat 80. stał się symbolem. Sam Kamprad powtarzał, że przekąska w cenie połowy średniej ceny w innych lokalach w mieście symbolizuje dobrą jakość w niskiej cenie. W polskich szpitalach było podobnie, tyle tylko, że dziadowskie jedzenie było preludium do dziadowskiego poziomu usług. Może rzeczywiście czas skończyć z jedną stroną tego medalu. Obawiam się jednak, że tak jak w przypadku poprzednich miliardów inwestowanych w ochronę zdrowia, również pieniądze na jedzenie rozpłyną się w systemie. Nie spodziewam się więc wielkiego sukcesu programu. Raczej trwania idei, w ramach której szpital jest od leczenia, a nie po to, aby pacjenci się najadali. Jeżeli jednak będzie inaczej, to może być wizerunkowy przełom.