Wszyscy zainteresowani polską sceną polityczną pamiętają wywiad w RMF FM, w którym rzeczniczka rządu próbowała odpowiedzieć na pytanie o dług publiczny. Mimo transferu pieniędzy z OFE na konto ZUS dług publiczny nie spadł w takim stopniu, w jakim oczekiwano. – To są na pewno jakieś kwoty, które wynikają z różnych takich działań, i nie chciałabym tutaj nikogo wprowadzać w błąd – mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska.
Od pamiętnej deklaracji minęło już 7 lat, a nic się nie zmieniło. Może poza jednym – posłanka KO musi ratować skórę partii, przegrana w wyborach prezydenckich skupi bowiem władzę w rękach Zjednoczonej Prawicy na kolejne lata. Kidawa-Błońska nie ułatwia sobie zadania, bo po prostu nie jest najlepszą kandydatką na najważniejszy urząd w państwie.
Oczkoś liderem w sztabie Kidawy-Błońskiej
To wrażenie miała zatrzeć konwencja Koalicji Obywatelskiej, nad którą pracował m.in. Mirosław Oczkoś. Ekspert od wizerunku znany jest z kontrowersyjnych i nie do końca sprawdzonych w rzeczywistości tez. Kilka lat temu w dyskusji na żywo w TVN24 prof. Rafał Chwedoruk – przysłuchując się analizom politycznym Oczkosia – ostentacyjnie odsuwał się od współkomentatora i pokazywał miny, które świadczyły o odklejeniu znawcy marketingu od rzeczywistości. To była jedna z najbardziej zabawnych audycji telewizyjnych w ostatnich latach. Czego się jednak spodziewać, skoro doradca Kidawy-Błońskiej przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. – na fali ogromnego sukcesu Andrzeja Dudy w drugiej turze – prognozował: – To, co jest w tej chwili siłą PiS, może być ich słabością. Wszystko już wiemy – przyszedł prezydent Duda, który pokazał się jako prezydent PiS, bo prezes Kaczyński powiedział, że wygraliśmy prezydenturę, a teraz wygramy coś jeszcze. To może ludzi odstręczyć. Był już Jan Rokita, premier z Krakowa. Ludzie bardzo nie lubią tego, że mówi im się coś, co niekoniecznie jeszcze miało miejsce.
Okazało się, że Beata Szydło stała się jednym z najpopularniejszych polityków w rankingach zaufania. Już po rekonstrukcji rządu zapracowała sobie na najmocniejszy mandat w historii eurowyborów. Przed wyborami do europarlamentu Oczkoś z kolei przekonywał, że „Platformie się bardziej chce”, a PiS posyła do boju polityków, którzy są z góry skazani na porażkę z racji antyunijnych poglądów. – Proszę zobaczyć, kto startuje z list PiS. Przykład pierwszy z brzegu – pani Szydło, czyli premier, która wycofała z KPRM flagi unijne i jest znana w Brukseli z tego, że wystąpiła przeciwko własnemu rodakowi, przegrywając zresztą 27:1. Toż to jakaś schizofrenia polityczna, bo idą do Europy, której nienawidzą, nie rozumieją i pewnie nie chcą tam być, a może nawet chcą ją destabilizować. To jednocześnie kłóci się z poparciem Polaków dla UE, bo wszystkie badania pokazują, że Polacy są za Unią Europejską – dziwił się obecny sztabowiec Koalicji Obywatelskiej.
Jaki był efekt strategii Kaczyńskiego przed rokiem? PiS wygrało eurowybory w cuglach, a Szydło zdobyła ponad pół miliona głosów. Można jednak dostrzec pozytyw w zaangażowaniu Oczkosia. Marketingowiec wreszcie przestał udawać, podkreślać, że analizuje wydarzenia polityczne od lat, dlatego jest tak i tak. Wszedł do sztabu kandydatki na prezydenta, czyli tak naprawdę jest trybikiem w machinie politycznej. Gorzej, że już po konwencji Kidawy-Błońskiej zachwalał to wydarzenie, udając niezależnego eksperta.
– To było świetne posunięcie Kidawy. Przyznaję, że ktoś to bardzo dobrze wymyślił. To już nie jest pani z dworku. Pani Kidawie zawsze zarzucano, że kiepsko przemawia, że duka, że z promptera itd. Dziś pokazała, że to nie jest prawda. Oczywiście wspierała się kartką, ale ostatnie wystąpienie Berniego Sandersa w Stanach Zjednoczonych też takie było – zachwycał się przemówieniem kandydatki KO, notabene bezbarwnym. Sęk w tym, że Oczkoś sam to wystąpienie przygotowywał. Uczciwość nakazywałaby przyznać się do tego faktu w wywiadzie.
Konwencja Kidawy-Błońskiej miała podgrzać emocje
A co oprócz brylującego eksperta od marketingu mogło przyciągnąć uwagę na niedawnej konwencji Kidawy-Błońskiej? Szkoda czasu znęcać się nad wpadkami językowymi, choć są one coraz bardziej denerwujące dla sztabowców KO. Największy problem będą stanowiły wtedy, gdy posłanka stanie do debaty prezydenckiej, szczególnie przy ewentualnej drugiej turze. Niezłym trikiem było posadzenie Kidawy-Błońskiej wśród aktywu partyjnego i wyborców, ale z dala od głównej sceny.
Sebastian Kościelnik, oskarżany przez prokuraturę o spowodowanie wypadku z kolumną Beaty Szydło, czy też ojciec Igora Stachowiaka w połączeniu z kobietą chorą na raka – te osoby miały podnieść emocje na niebywale ludzki poziom, a przy tym ukazać kandydatkę jako polityka będącego blisko ludzi. Manewr może był i sprytny, bo przynajmniej więcej miejsca poświęcono w mediach właśnie zaproszonym gościom niż kolejnym stwierdzeniom Kidawy-Błońskiej. Jeśli wierzyć dosłownie w ich wystąpienia, to wygrana Małgorzaty Kidawy-Błońskiej kosztem Andrzeja Dudy sprawi, że służby nie będą uczestniczyły w kolizjach drogowych, policjanci nadużywać swoich uprawnień, a oddziały onkologiczne w cudowny sposób opustoszeją, ponieważ wyzdrowieją pacjenci.
To wszystko są bajeczki dla twardego elektoratu i trudno przypuszczać, by sobotnia konwencja mogła przyciągnąć niezdecydowanych. Tymczasem bez nich Kidawa-Błońska jest skazana na porażkę wyborczą, a plebiscyt może się rozstrzygnąć już w pierwszej turze. Choć ten scenariusz jest mniej prawdopodobny od dogrywki, to Andrzejowi Dudzie jest bliżej do natychmiastowej reelekcji niż Kidawie-Błońskiej do wygranej w dogrywce.
Miszmasz w deklaracjach
Największym problemem kandydatki jest to, że trudno zrozumieć, o co jej chodzi. Gdy mówi o ewentualnej kohabitacji po wygranych wyborach, zapowiada: „Dobre ustawy podpiszę, a złe zawetuję”. Nie precyzuje jednak, które są złe, a które jej odpowiadają. „Dobre” i „złe” to pojęcia względne na tyle, że trzeba w takiej sytuacji brać pod uwagę ogół poglądów głoszonych przez stronnictwo polityczne, które wystawiło Kidawę-Błońską do wyborczej batalii.
Kandydatka, mimo że przytłaczająca większość Polaków optowała za obniżeniem wieku emerytalnego, a po dłuższym namyśle i przegranych wyborach przyznali to też czołowi politycy PO, idzie w zaparte. – Podwyższenie wieku to była mądra decyzja naszego rządu. Powinniśmy byli to lepiej wytłumaczyć – stwierdziła w ostatnim wywiadzie dla portalu Gazeta.pl. Pod koniec 2015 r. badania opinii publicznej wskazywały na poparcie dla reformy PiS rzędu 65–84 proc.
Zastanawiająca jest też krytyka 500+ z racji rzekomego porzucenia aktywności zawodowej przez kobiety. Część z nich może się poczuć dotknięta niedocenieniem roli matki, której trud wychowania dzieci jest niejednokrotnie cięższym kawałkiem chleba od podejmowanej pracy. Po drugie Platforma Obywatelska nie miała sprecyzowanego zdania na temat 500+, ale po kilku latach kręcenia oświadczono: „Co zostało dane, nie będzie odebrane”. Pomijam już oczywistość: program socjalny rządu jest popierany nie tylko przez wyborców PiS. Na domiar złego Kidawa-Błońska ma też kłopoty innego rodzaju: Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz, jeśli będą zyskiwali poparcie, to właśnie jej kosztem. I jest to w tej chwili największe zmartwienie kobiety z Ursusa.