Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Grzegorz Wszołek
28.01.2026 13:00

Praworządność jak Żurek na pasach

W ubiegłą środę rozpoczął się proces ws. Funduszu Sprawiedliwości – oskarżonych ks. Michała Olszewskiego i byłych urzędniczek resortu, które nadzorowały dotację z programu dla fundacji zajmujących się pomocą ofiarom przestępstw. Wszystko to, co robi od początku swojego urzędowania Waldemar Żurek, przeczy ideom praworządności, demokracji, przestrzegania reguł i wolnych sądów. Bez względu na ostateczne rozstrzygnięcia – również w kwestii Zbigniewa Ziobry – część Polaków nie przyjmie ich do wiadomości. I słusznie, bo jeszcze nigdy tak wyraźnie w III RP nie było widać nacisków władzy wykonawczej na sądowniczą. To, co zarzucano Ziobrze w latach rządów PiS, to nic w porównaniu z rujnowaniem państwa, którego dopuszcza się obecny minister sprawiedliwości. Praworządność wygląda dokładnie tak, jak reakcja Żurka na przejściu na pieszych, gdy prawie potrącił kobietę.

Kto jest wyborcą prawicy, z reguły wierzy, że Fundusz Sprawiedliwości jest wydmuszką, potrzebną obozowi władzy do pokazania swojej sprawczości i realizowania obietnicy związanej z mitycznymi „rozliczeniami”. Z kolei głosujący na obóz liberalno-lewicowy, podatny często na narrację mediów strategicznych dla rządu, albo mają gdzieś los ks. Michała Olszewskiego i kobiet oskarżonych o udział w „zorganizowanej grupie przestępczej” i ustawienie przetargu z Funduszu Sprawiedliwości pod fundację kierowaną przez duchownego, albo też domagają się igrzysk. W tak spolaryzowanym społeczeństwie trudno przebić się z prawdą i faktami. 

Tymczasem to, co dzieje się obecnie pod rządami Waldemara Żurka, pod względem niszczenia praworządności przebija wszystko, z czym mieliśmy dotąd do czynienia. I w oczywisty sposób musi rzutować na odbiór politycznych działań prokuratury i zorganizowanych procesów. Jednym słowem: minister sprawiedliwości robi wszystko, by nie wierzyć w uczciwy wymiar sprawiedliwości, a większość jego działań jest prostacko ukierunkowana na zniszczenie opozycji. Zachowuje się dokładnie tak jak w podcaście „Duży w maluchu” – kierując Fiatem 126p, był blisko potrącenia kobiety na pasach. Mimo że wszystko było widać jak na dłoni, Żurek kręcił: „Nie, gdzie, ta pani daleko była”. Jakby tego było mało, publicznie udaje, że nie wie, czy popełnił wykroczenie, za które grozi 1500 zł mandatu i aż 15 pkt karnych. Zaraz usłyszymy, że to Zbigniew Ziobro namalował pasy na drodze, a ministra rozproszył „neosędzia”. 

Brak konsekwencji kłuje w oczy

Prawica ma się kojarzyć z przestępczością zorganizowaną, przekrętami, przywłaszczeniami i złodziejstwem – również w tych sprawach, które kontynuuje w najlepsze obecna koalicja, jak choćby część przyznawanych dotacji w ostatnich miesiącach z Funduszu Sprawiedliwości na rzecz „podejrzanych” podmiotów według przejętej siłowo prokuratury czy chwalenie się przez prominentnych polityków KO i PSL załatwianiem wozów strażackich, czeków dla OSP i wozów policyjnych w swoich okręgach wyborczych. W tych przypadkach prokuratura Żurka pozostaje głucha i ślepa, choć zwykła przyzwoitość powinna nakazać przynajmniej wyrażenie zainteresowania przypadkami dokładnie tych samych aktywności, za które chcą posadzić Zbigniewa Ziobrę na 25 lat więzienia. 

Ostatni przykład z wydaniem podręcznika bezpieczeństwa, który wylądował w każdej skrzynce pocztowej, też jest znamienny. Przetarg ogłoszono błyskawicznie, zgłosiła się jedna firma, która wygrała go bez jakiejkolwiek konkurencji, a dziwnym trafem beneficjentem była Abedik SA – ta sama, która wydrukowała siedem lat temu książkę Donalda Tuska pt. „Szczerze”. Przypadek? Nie sądzę. Dalej, jak ujawnił Michał Czarnik ze Stowarzyszenia Tak dla CPK, „zamiast przewidzianej przez zamawiającego łącznej ceny 29 mln zł brutto mamy kwotę zaoferowaną w wysokości 44,92 mln zł”. Jak nic ktoś powinien usłyszeć zarzuty defraudacji publicznego mienia, wyrządzenia gigantycznej szkody skarbowi państwa, przywłaszczenia i osiągnięcia politycznej korzyści. Katalog kwalifikacji czynów zabronionych rośnie za obecnej władzy na pęczki – ale, tak się składa, tylko w gamie zarzutów wysuwanych pod adresem opozycji.

Waldemar Żurek sroży się, że nie odpuści rozliczeniom, a Donald Tusk wierzy, iż to dzięki nim utrzymuje wysokie poparcie, a nie na skutek wchłonięcia elektoratów głosujących na PSL i Polskę 2050, a także częściowo na Lewicę. Tyle że z ideą praworządności, za którą Żurek i jego Iustitia chcieli się dać pokroić w politycznych protestach, nie ma nic wspólnego ręczne sterowanie składami sędziowskimi. Skasowanie losowego przydziału spraw rozporządzeniem już samo w sobie jest złamaniem prawa, bo ten akt prawny jest niższej rangi w stosunku do obowiązującej ustawy. Żurek deklarował kilkanaście miesięcy temu, że musi mieć „zaufanych sędziów”. Powiedział to wprost w wywiadzie dla jednego z tabloidów. Gdyby coś takiego palnął Ziobro, TVN24 i inne media obsypałyby widzów rozgrzanymi do czerwoności paskami.

Ręczne sterowanie sądami

Manipulacja składami sędziowskimi jest widoczna jak na dłoni w sprawach Marcina Romanowskiego i Zbigniewa Ziobry. W tej pierwszej bezprawnie usunięto z orzekania o europejskim nakazie aresztowania Dariusza Łubowskiego, bezsprzecznie znakomitego sędziego, jednego z najbardziej doświadczonych w zakresie praw człowieka i kwestii międzynarodowych. Dlatego, że uchylił ENA za Romanowskim i podsumował ogromne naciski rządu na wymiar sprawiedliwości w kontekście „rozliczeń”, co nie spodobało się Żurkowi. Rzeczniczka Sądu Okręgowego w Warszawie zapowiadała losowanie, ale nagle działy się cuda – wylosowany przez system sędzia miał ważne sprawy do załatwienia, więc wybrano ręcznie sędzię z Iustitii. Wersja dla naiwnych prysła jak bańka mydlana, bo mecenas Bartosz Lewandowski potwierdził w sądzie, że osoba wyznaczona w losowaniu do sprawy Romanowskiego pracuje normalnie w sądzie. 

Dalej, w kwestii Funduszu Sprawiedliwości mamy ławników z „łapanki”, niezaznajomionych z aktami sprawy – trudno przecież liczyć na to, że w ciągu zaledwie kilku dni udało się im nadrobić ogrom wiedzy. Z kolei sędzia Justyna Koska-Janusz jest skonfliktowana ze Zbigniewem Ziobrą, delegował ją osobiście Żurek do Sądu Okręgowego w Warszawie. Należy ona do antypisowskiej Iustitii, co powinno wyłączyć ją z rozpoznania sprawy – ale taka sytuacja jest w zasadzie regułą w procesach związanych z obecną opozycją.

Prucie szaf i rekonstrukcja historyczna w prokuraturze

Ostatnio prokuratorzy wespół z obstawą policyjną weszli do siedziby KRS. W tym samym czasie w Sejmie trwała debata nad projektami rozwalającymi polskie sądy, które z pewnością zawetuje Karol Nawrocki. Prokuratura twierdzi, że działania te nie mają związku z KRS, ale i z rzecznikami dyscyplinarnym sądów powszechnych i jego zastępcami, odwołanymi przez Adama Bodnara. Tyle że oczywiście nie przekazuje prawdy. Po pierwsze, jego biuro co prawda jest wydzieloną, odrębną jednostką od KRS, ale zablokowano pracę rady i nie wpuszczano do środka jej szefowej, utrudniając pracę konstytucyjnego organu państwa. Po drugie, prucie szaf i zabieranie akt sędziów pachnie wschodnimi metodami, a gdyby na taki pomysł wpadł Ziobro przed 2017 r., miałby na karku nie tylko liberalne media, lecz także unijnych dygnitarzy. Wśród uczestników tej niewiarygodnej hucpy był były rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, prowadzącej śledztwo smoleńskie, prokurator Zbigniew Rzepa. Po trzecie wreszcie prokurator Adamiak i otoczenie Żurka w resorcie sprawiedliwości manipulują, ile wlezie, opinią publiczną – Bodnar nie mógł odwołać rzecznika dyscyplinarnego sądów powszechnych, bo jest on związany ustawową, czteroletnią kadencją, podobnie jak jego zastępcy. Czyli formalnie sędziowie Piotr Schab, Przemysław Radzik i Michał Lasota (zdegradowany przez Żurka) pełnią swoje funkcje, a ich następcy zostali wadliwie powołani. Ich kadencja upływa w czerwcu tego roku i wtedy Żurek mógłby legalnie powołać swoich ludzi. Ale nie, bo trzeba dojeżdżać sędziów awansowanych i powołanych po 2017 r. do orzekania, a także przejąć kontrolę nad KRS. Stąd prucie szaf i wyciągnięcie akt dyscyplinarnych.

To wszystko, a przecież przykładów bezkarności i łamania kręgosłupów w sądownictwie jest znacznie więcej, każe włożyć między bajki wypowiedzi Żurka i jego ludzi o „przywracaniu praworządności”. Jeśli nawet ktoś tak wyważony jak prof. Ryszard Piotrowski głosi pogląd, że Ziobro nie ma szans na uczciwy proces, a prof. Ireneusz Kamiński zarzuca ministrowi sprawiedliwości dewastację sądów i pogłębianie chaosu, to wiedz, drogi Czytelniku, że coś się dzieje niedobrego. Żurek powinien pamiętać, że żadna władza nie trwa wiecznie.
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane